sobota, 28 stycznia 2012

Kalendarz unitariański

PostAuthorIconWpisany przez P. Osiadły | PDF | Drukuj | Email
W tym miejscu udostępniłem KALENDARZ z zaznaczonymi spotkaniami i uroczystościami ngu i ogólnie Unitarian.
Zapraszam do pobierania, drukowania, wstawiania na Wasze pulpity.
Szczególnie zapraszam do odwiedzania naszych spotkań i świętowania unitariańskich uroczystości

 

piątek, 27 stycznia 2012

Polska po ACTA, czyli bede grau w gre!

Na pytania czytelników co będ(ziemy)ę robić po wejściu w życie przepisów ACTA,
odpowiem krótko wzorem pewnego Gliwiczanina - "BEDE GRAU W GRE" !
Tak jak zresztą napisano poniżej...

Manifestacja przeciwko ACTA w Krakowie
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Oczywiście taką karcianą, a nie wirytualną, gdyż komputery też zarekwirują z powodu rzekomego naruszenia praw autorskich! ;)
A co? Nie wolno?



ACTA do psychologa!

WIELKI BRAT CZUWA!

niedziela, 22 stycznia 2012

Dzień Służby dr Martina Luthera Kinga jr

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z tekstem wygłoszonym na spotkaniu Towarzystwa Unitariańskiego im. Braci Polskich w Warszawie. Tematem jest Dzień Slużby dr ML Kinga jr, bo tak brzmi nazwa tego święta obecnie, przybliżam sylwetkę patrona, pokazuje zaangażowanie UU.



Martin Luther King jr. Day of Service
W trzeci poniedziałek stycznia w USA od 25 lat obchodzony jest Dzień Martina Luthera Kinga juniora.
Chciałbym w związku z tym powiedzieć nieco o samym patronie tego święta, jak i o samym święcie ze względu na to, ze amerykańscy unitarianie przywiązują do niego zwiększoną uwagę.  
Martin Luther King, Jr. Urodził się 15 stycznia 1929 w Atlancie, w stanie Georgia.  Jego rodzice, Martin Luther King senior i Alberta Williams King, zapewnili mu możliwość kształcenia, w 1948 King ukończył prywatny college Morehouse, uzyskując licencjat z socjologii,  a następnie  ukończył seminarium teologiczne w Chester w Pensylwanii, zdobywając w 1951 licencjat z teologii. Na Uniwersytecie Bostońskim  w 1955 roku otrzymał tytuł doktora, zajmował się filozofią i systematyką teologiczną. Wcześniej poślubił  Corette Scott, ceremonię, która odbyła się w Alabamie, poprowadził jego ojciec. W ciągu 8 lat Coretta urodziła czwórkę dzieci. Mając zaledwie 24 lata, jeszcze przed uzyskaniem doktoratu, King został pastorem kościoła baptystów ( Progresive National Baptist Convention ) w Montgomery w Alabamie. W swoich wystąpieniach, kazaniach poruszał sprawę równouprawnienia oraz  przywoływał wzorce pokojowych działań – bez przemocy, -np. bojkot stacji benzynowych, które odmówiły dostępu do toalet Afro-amerykanom w sąsiednim Missisipi. Pod wpływem nauk Kinga, jedna z czarnych pasażerek odmówiła przeniesienia się na tylne miejsce w autobusie, została aresztowana, ale zapoczątkowała w ten sposób bojkot transportu publicznego trwający 382 dni, któremu przewodził ML King jr.
 King przyczynił się do powstania w 1957 roku organizacji Southern Christian Leadership Conference (SCLC), którą kierował do samej śmierci.  Celem jej działania była walka o równouprawnienie za pomocą autorytetów moralnych, a nie przemocy. Organizacja była krytykowana przez niektórych czarnoskórych obywateli USA za stosowanie tej metody. Dr King był   zwolennikiem filozofii "pokojowego nieposłuszeństwa obywatelskiego", skutecznie stosowanej w Indiach przez Mahatmę Gandhiego, dlatego stosował ją w akcjach protestacyjnych, organizowanych przez SCLC.   Protesty polegały na stosowaniu taktyki biernego oporu. Walki o prawa obywatelskie Afro-amerykanów polegała n.p. na zajmowaniu przez czarnoskórych studentów miejsc rezerwowanych dla białych w lokalach publicznych (taktyka sit-ins). Poparte to było tzw. rajdami wolności, które polegały na publicznym domaganiu się w miastach Południa zniesienia segregacji rasowej.   King został aresztowany, jednak sąd najwyższy zdelegalizował segregacje w autobusach stanowych. Napięcie rosło i sprawiło, ze podłożono nawet bombę w domu dr ML Kinga.
Pomimo pokojowej postawy, w 1961 FBI zaczęło podsłuchiwać dr Kinga, obawiając się, że do ruchu przenikają komuniści. Okazało się, że nie ma na to żadnych dowodów i poszlak, zaprzestano praktyk tego typu.   
W stosowaniu reguły "bez przemocy",   kluczowy był strategiczny dobór konkretnych metod i miejsca demonstracji, gdzie często ogromną przewagę mieli politycy popierający segregację rasową.  Demonstracje przybierały gwałtowny przebieg.  Były także nieudane próby demonstracji, gdyż przeciwnicy wykorzystywali   podziały w społeczności czarnoskórych, a władze lokalne działając w sposób rozważny i przemyślany skutecznie udaremniały próby.  Wielkim wydarzeniem był Marsz na Waszyngton (March on Washington for Jobs and Freedom) – demonstracja, podczas której Martin Luther King wygłosił słynne przemówienie znane później pod tytułem Mam marzenie / sen (I Have a Dream). Marsz był legalny i odbył się 28 sierpnia 1963.    Wzięło w nim udział kilkaset tysięcy ludzi różnych ras w większości Afro-amerykanie. Marsz zakończył się pod Pomnikiem Lincolna, gdzie przemawiali zebrani  (w tym King).  Marsz na Waszyngton jest uważany za jedno z przełomowych wydarzeń w walce z segregacją rasową w Stanach Zjednoczonych. Udział w nim wzięli znani aktorzy Charlton Heston, Sidney Poitier czy Marlon Brando, pisarz James Baldwin, przed zgromadzonymi tłumami wystąpili m.in.Joan Baez i Bob Dylan.
Już kilka miesięcy wcześniej w trudny problem dla administracji demokratycznej, zaangażował się prezydent J.F. Kennedy. Jednak nie mniej istotne były wydarzenia, które miały miejsce dwa lata później, a  w których zginęło dwoje członków kościoła Unitariańskiego. W marcu 1965 roku ML King jr. wysłał telegram wzywający liderów religijnych i zaangażowanych obywateli do uczestnictwa w marszu w Selmie, Alabama, gdzie walczono o prawo głosu.  Wielebny James J Reeb został śmiertelnie pobity na chodniku idąc razem z innymi dwoma białymi ministrami Unitariańskimi, a  Unitarianka Viola Gregg Liuzzo zastrzelona została usiłując podwieźć demonstrantów. Pomimo, ze włączyło się ok. 500 unitarian- uniwersalistów, tylko jednemu ministrowi Richardowi D. Leonardowi udało się przejść z grupą 300 osób całą trasę z Selmy do Montgomery. Ataki rasistów i szykany policji były tak silne i brutalne, wydłużało się oczekiwanie na wynik apelacji uznającej Marsz za legalny.
Śmierć J Reeba w dniu 11 marca 1965 roku wywołała fale ogólnokrajowych protestów i wezwania do akcji federalnej, uczyniła J Reeba męczennikiem sprawy. Cztery dni później prez. Lyndon Johnson przywołał pamięć Jamesa Reeda na połączonym posiedzeniu obu izb kongresu uchwalającego Voting Rights Act. Martin L King  był zaproszony na posiedzenie Kongresu do Waszyngtonu, nie przybył wyjaśniając koniecznością wygłoszenia mowy pożegnalnej nad grobem J. Reeba
Sprawcy śmierci Unitarian zostali aresztowani, co nie zdarzało się przedtem wobec wielu członków Ku Klux Klanu. Po takim fakcie jak zabicie białego ministra z Bostonu Prez. Johnson wprowadził siły federalne na Południe w celu skutecznej ochrony wykonania prawa federalnego – przemarszu z Selmy do Montgomery – legalnego po rozpatrzeniu przez sąd apelacji. Tak więc udział UU w walce o prawa Afro-amerykanów był nie tylko znaczący, ale śmierć jednego z nich poruszyła Ameryką, administrację prezydenta L.B. Johnsona ustanowiając kolejny przełom w tej sprawie.
Wiosną 2001 roku w siedzibie głównej UUA ustawiono pomnik upamiętniający Jamsa Reeba, Violę Liuzzo, jak i wówczas 26-letniego czarnego aktywisty Jimmiego Lee Jacksona, którego zabójstwo spowodowało marsz w Selmie, jednak którego sprawcy morderstwa nie zostali aresztowani, a ono samo nie wywołało takiego wrazenia na Prezydencie Johnsonie jak śmierć dwójki Unitarian.
W późniejszych latach moralny wydźwięk zaangażowania Unitarian oraz nadzieje z tym związane zostały usunięte w cień, jak określił to Prezydent UUA John Buehrens przez wojnę wietnamską, zabójstwo Kinga, kontrowersje wokół upodmiotowienia czarnych i kryzys finansowy UUA w roku 1970. W XXI wieku zaangażowanie w sprawy równouprawnienia rasowego wraca i bardziej dojrzale niż wcześniej, także w sprawy dotyczące praw imigracyjnych.  W chwili zabójstwa Jamesa Reeba towarzyszył mu Minister Orloff Miller ( EUU), zamieszkały od wielu lat w Niemczech, który odwiedzał Polskę, kontaktował się z Chorzowska Wspólnotą oraz  Czesławem Głogowskim.*
Martin L King otrzymał pokojową Nagrodę Nobla w wieku 35 lat, i jest do dziś najmłodszym jej laureatem oraz wiele innych nagród. Od 1965 skierował swoją uwagę na sprawy sprawiedliwości ekonomicznej, był także przeciwnikiem wojny w Wietnamie.
Zasługą ML Kinga było to,  że zorganizowany przez niego, nie używający przemocy protest     doprowadził do szerokich relacji w telewizji i prasie, pokazujących cierpienie czarnoskórych mieszkańców. Przyniosły one falę sympatii dla demonstrantów wśród opinii publicznej, a temat segregacji  stał się jednym z najważniejszych zagadnień w amerykańskiej polityce lat sześćdziesiątych i spowodował działanie polityków oraz znaczący postęp i przemiany. Większość postulatów zawarta została w ustawach zwane Civil Rights Act (1964) i Voting Rights Act (1965).
ML King  4 kwietnia 1968   został zastrzelony w Memphis, Tenn. , mordercę  skazano na 99 lat więzienia.
Kampania na rzecz ustanowienia Dnia Martina L Kinga jr. Jako święta federalnego zaczęła się już kilka lat po jego śmierci. Ideę podjęły związki zawodowe, a propozycje w Kongresie zgłaszali politycy z Północy, pierwsze głosowanie odbyło się w 1979 roku, ale ustawa nie przeszła, brakowało 5 głosów. Oponenci zgłaszali zastrzeżenia natury ekonomicznej oraz formalne. Centrum Kinga postarało się o upowszechnienie postulatu ustanowienia Święta, wzmocniło kampanie, Steve Wander pomagał piosenką Happy Birthday, w sumie zebrano największą w historii  liczbę podpisów pod petycją – ok. 6 milionów. Ustawa przeszła w Izbie stosunkiem głosów 338:90 i Senacie 78:22, a więc Prezydent Ronald Reagan musiał podpisać ustawę 2 listopada 1983 roku  w obecności Coretty Scott King  - wdowy., chociaż był jej przeciwny. ( Coretta  zmarła na raka 30 stycznia 2006 roku ).  Pierwszy raz Dzień ML Kinga jr był obchodzony 20 stycznia 1986 roku.
Świętowanie tego Dnia wdrażane było nie bez oporów, w Arizonie znany polityk McCain był przeciwny.  W niektórych stanach dzień ten występował pod zmienionymi nazwami jak w  New Hampshire jako "Civil Rights Day" . W  1999 roku "Civil Rights Day" oficjalnie zmieniono na "Martin Luther King Day," jako w ostatnim stanie dokonującym zmiany nazwy. Natomiast  2- go maja,  2000 roku  Południowa Karolina jako ostatni stan uznała dzień jako święto. Podobnie jak Wirginia, czy Missippi gdzie  w dniu tym zamieniano patrona, wcześniej czczono pamięć gen Lee, bohatera Konfederatów , lub nazwę – dzień praw obywatelskich. W 2007 obliczono, ze 33% pracowników w tym dniu ma wolne, za przyczynę podawano głównie, krótki czas od momentu wprowadzenia święta.

Wyjątkowość podejścia do obchodów rocznicy urodzin ML Kinga sprawiła zapewne, ze Prezydent Bill Clinton z inicjatywy Kongresu podpisał ustawę formującą  Święto na nowo, ustanawiając w 1994 roku Dzień ten, jako Dzień Służby ( day of service ) na rzecz społeczeństwa. Unitarianie -Uniwersaliści głoszą wprost, ze nie jest to dzień bez pracy, ale dzień wzmożonej pracy.   

Od 1996 roku King Day of Service Aglomeracji Filadelfijskiej jest największym miejscem obchodów rocznicy urodzin ML Kinga. Wiele innych miast , uczelni i organizacji uruchamia wolontariuszy, realizuje pro-spoleczne projekty.

W tym miejscu mamy odpowiedź, dlaczego dla Unitarian - Uniwersalistów jest to tak ważny dzień. Unitarianie angażują się w sprawy społeczne w wyjątkowym wymiarze, dlatego obchody Dnia ML Kinga maja miejsce w każdej kongregacji. W ten sposób realizują wielkie marzenie dr Kinga o umiłowanym narodzie, który w pokoju, bez przemocy rozwiązuje najtrudniejsze problemy społeczne.

Jaromirski. 19.01.2012

*przy wygłaszaniu tekstu przez autora na spotkaniu w dniu 21 stycznia, Czesław Głogowski skonstatował, ze dr Kolarzowski ma przy sobie numer Wolnej Myśli poświęcony tej sprawie oraz zawierający opis  incydentu Orloff Milera, odczytał więc kilka fragmentów tam zawartych w sposób pełen emfazy, poruszając emocje zebranych co bardzo wzbogaciło  nasze spotkanie.



Pamięci Dr Kinga, ministrów unitariańskich i wszystkich tych, którzy zapłacili najwyższą cenę w pokojowej walce o równouprawnienie, sprawiedliwość i tolerancję w USA i na całym świecie.


Jarek Kubacki Warto tez wiedzieć, ze King był w swej teologii bardzo bliski unitarianizmowi.



 

niedziela, 15 stycznia 2012

"Oburzeni" w Watykanie

Kilkudziesięciu Oburzonych zgromadziło się w Watykanie. Gdy zaczęli demonstrować, interweniowała policja. Zatrzymano trzy osoby, pozostali wiecujący zostali usunięci z placu. - Niesłychane. Spodziewaliśmy się, że ktoś z Watykanu przyjdzie i powie, by skończyć z tą przemocą - mówi przedstawiciel Oburzonych. Rzecznik Watykanu odpowiada, że interwencja policji była "słuszna".

I nikt nie pryszedł...
Bardzo naiwni są ci "oburzeni" pokładając tak wielkie nadzieje w tak małym państewku.
W końcu najmniejsze państwo świata(?) praktycznie od zawsze trzymało z najzamożniejszymi, nawet w dawniejszych czasach, gdy nie było jeszcze takie małe...

Demonstrację przed bazyliką świętego Piotra zorganizowała grupa kilkudziesięciu Oburzonych z różnych krajów. Dominowali wśród nich ludzie mówiący po hiszpańsku. Zebrani wznosili okrzyki "Skorumpowany Kościół" i "Niech Watykan płaci podatki tak, jak wszyscy". Były też okrzyki wymierzone bezpośrednio w papieża.
Szybko interweniowała policja. Zupełnie jak w V-tej RP klerykalnej.

AMEN i do tyłu!

wtorek, 10 stycznia 2012

Unitariańskie życzenia noworoczne

Polscy Unitarianie otrzymali pozdrowienia i życzenia noworoczne od Briana Kileya -Przewodniczącego Światowej Rady Unitarian Uniwersalistów oraz od Komiteru Wykonawczego Światowej Rady UU (ang.: ICUU Executive Commmitte)


W odpowiedzi, w imieniu polskich UU stosowne życzenia przesłał Czesław Głogowski.


Polscy UU otrzymali także życzenia od Czesława Głogowskiego i Stanisława Janickiego.

Serdecznie pozdrawiamy Administrację oraz wszystkich użytkowników i użytkowniczki unitariańskiego portalu społecznościowego unitarianie.org/uniwersalizm.socjum.pl . Życzymy Wam i Waszym Rodzinom wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2012,
-  Czesław Głogowski i Stanisław Janicki.

Gratulujemy pomysłu i aktywności....
A z wszystkimi polskimi unitarianami i unitariankami,
z Braćmi i Siostrami w wierze,
z tymi, którzy odważyli się samodzielnie myśleć w sprawach religii, 
i wybrali tą mniej uczęszczaną drogę wolnej, nie dogmatycznej religii Braci i Sióstr Polskich - naszej własnej, tutejszej, rodzimej wiary ( ! ),
- z Wami pragniemy podzielić się wierszem na Nowy Rok.
Niech to wzmacnia naszą więż duchową. Niech wzmacnia i buduje naszą religię. Bo przecież wiemy w co wierzymy...
W  załączeniu, dla nas wszystkich do reflesji i zadumy nad naszą wspólną religijną drogą, może mniej uczęszczaną - ale jakże piękną i budującą duchowo:  wiersz DWIE DROGI...


Dwie drogi…

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że się nie da wędrować dwiema naraz
I być jednym wędrowcem, stałem zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
Gdzie widok nikł w gęstych krzakach i konarach…

Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że, rzadziej używana, zarastała trawą,
A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
Tu i tam takie same były koleiny,

Pełne liści, na których w tej porannej porze
Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi…

Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
       Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
       Dwie drogi: poszedłem tą mniej uczęszczaną –
       Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem…


Robert Frost (1874 – 1963) – The road not taken (1916)

/Wersja polska wg  przekł. St. Barańczaka/
 
                                                                            

środa, 4 stycznia 2012

"Nasi okupanci" - Tadeusz Żeleński (Boy)

Termin użyty w tytule nasunął mi się, kiedy czytałem enuncjację ks. prymasa Hlonda. Istotnie, kiedy się czyta ten list w sprawie nowej ustawy małżeńskiej, przechodzący w gwałtowności swojej znane orędzie dwudziestu pięciu biskupów, ma się wrażenie, że to mówi przedstawiciel postronnego mocarstwa, rezydujący w naszym kraju, ale obcy, przemawiający tonem władcy. Mamy już w naszej historii takie smutne wspomnienia...
 


"Już z okazji ostatniego święta papieskiego - pisze ks. prymas - napiętnowałem niesłychany projekt ustawy o małżeństwie jako zamach... jako zuchwałą próbę... wydania rodziny na bezeceństwa bolszewizmu... Komisja Kodyfikacyjna ośmieliła się jednak zlekceważyć... Nie, można dość stanowczo odeprzeć tych haniebnych zakusów..." I tak dalej.

Napiętnowałem... zuchwałą... bezeceństwa... ośmieliła się... haniebne zakusy... Co słowo, to obelga; i to, dzięki duchownemu charakterowi ks. prymasa, wolna od rygorów Boziewicza. Tak przemawia rzymski dygnitarz do wielkiego ciała najpoważniejszych prawoznawców, powołanych przez polski rząd celem przygotowania nowych ustaw!

"Bolszewizm"... Wszystko bolszewicy. Wiemy już teraz, co pod tym tak nadużywanym słowem rozumieć. Rektorowie, profesorowie uniwersytetu, sędziowie i prezesi Sądu Najwyższego - to wszystko są bolszewicy, nie mający innej troski, jak tylko wydać rodzinę polską na bezeceństwa. Wszyscy - bo projekt ustawy przeszedł jednomyślnie. Nawet najwierniejszy z wiernych, cnotliwy prof. Makarewicz, też odtrącony i pohańbiony jako bolszewik! Któż tedy został sfanatyzowanym biskupom? Święta Tulia i święta Żyta. Ale nie lekceważmy tego. Wspominałem o swoistym sposobie, w jaki niegdyś ksiądz Stojałowski poddawał wnioski pod głosowanie na wiecach. Nie przeczuwałem, że tak wiernie skorzystają księża biskupi z jego recepty: już zarządzono we wszystkich kościołach śpiew Pod Twoją obronę przeciw projektowi Komisji Kodyfikacyjnej...

Są w tej sytuacji osobliwe paradoksy. Oto np. państwowe radio nadaje obelżywe kazania, wymierzone przeciw projektowi państwowej Komisji. Rząd najwyraźniej wydaje na łup swoją Komisję Kodyfikacyjną. "Oni jej nie uważają za swoją (tak mi tłumaczył ktoś znający stosunki); w tej Komisji nie ma ani jednego pułkownika." Zapewne, to jest argument; niemniej ta miękkość rządu, który aż nadto twardą ręką umie bronić swego autorytetu, musi tutaj zastanowić.


Milczą wszystkie pisma; albo milczą, albo zachowują wstydliwy obiektywizm. Nawet nasze sławne dzienniki - Boże, zmiłuj się! - masońskie. Milczy socjalistyczny "Robotnik", który, odkąd został ciurą klerykalnej endecji, pilnie się strzeże, aby niczym nie zamącić harmonii "wspólnego frontu". Słowem, dzienniki informują nas co dzień o wszystkich najdalszych wypadkach i katastrofach, ale nie mówią o tym, co społeczeństwa najbliżej dotyczy.

A biskupi szaleją. Niedługo czekaliśmy na skutki konkordatu, owego niepoczytalnego konkordatu, dającego biskupom przywileje, jakich nie mieli w Polsce nawet w średniowieczu, konkordatu, który czyni z nich wyłącznie przedstawicieli Rzymu, luźnie związanych z naszym społeczeństwem, czujących się ponad naszym prawem.

I kiedy się czyta te orędzia, które spadają teraz jedno po drugim, uderzyć musi ich obcość, twardość. Nikt by nie pomyślał, że to chodzi przecież o dobro ludzi, ich owieczek. Oto np. orędzie w sprawie nowego projektu kodeksu karnego. Zupełnie słusznie mógłby ten projekt zainteresować naszych biskupów. Mogłoby ich np. poruszyć wprowadzenie kary śmierci, tak sprzecznej z przykazaniem "nie zabijaj"; mogłaby ich uderzyć bezsilność pewnych dążeń kodeksu wobec braku odpowiednich instytucji humanitarnych. Cóż za pole dla działania chrześcijańskiego! Otóż nic z tego wszystkiego nawet nie zwróciło uwagi naszych prałatów; w całym kodeksie zainteresował ich tylko jeden punkt: mianowicie to, że w pewnych wypadkach nieszczęśliwa kobieta może być - o zgrozo! - zwolniona od kilkuletniego więzienia. Przeciw tej kobiecie wyruszyło aż dziewięciu biskupów z pastorałami. Poza tym - zdają się mówić - męczcie się, wieszajcie, więźcie, katujcie, co nas to obchodzi!

Druga rzecz - ustawa małżeńska. Kto zna nastrój i skład Komisji Kodyfikacyjnej, jej oględność i umiarkowanie, ten zrozumie, że Komisja ta aż nadto była skłonna iść na rękę rzecznikom Kościoła w sprawie tej ustawy. Nawet jej projekt w tym właśnie wypadł niezręcznie, że chciał być zanadto bezkompromisowy; że zamiast jasno i stanowczo oddzielić stronę cywilną od kościelnej, starał się te dwie rzeczy, o ile można, skojarzyć. I jeżeli nasi kodyfikatorzy zdecydowali się w końcu wypuścić swój projekt bez aprobaty kleru, to widać dlatego, że wszystkie próby porozumienia okazały się daremne. A to, co ks. prymas Hlond i 25 biskupów przedstawiają jako "bolszewickie bezeceństwa", to jest po prostu zbliżenie się do tego, co istnieje we wszystkich krajach, co Królestwo Polskie miało przed stu laty, co b. zabór pruski - własna diecezja prymasa Hlonda - ma jeszcze dziś... Gdyby wierzyć ks. prymasowi, w całej Europie ludzie żyją jak zwierzęta! I tam jakoś Kościół godzi się z istniejącym stanem rzeczy. Ale bo też w innych krajach nie ma mowy o tej okupacji, znanej tylko w Polsce i - do niedawna - w... Hiszpanii.

O co zresztą chodzi? Jeżeli formuła Komisji Kodyfikacyjnej jest nie po myśli Kościoła, można by się wszak porozumieć co do jej zmiany; ale cała rzecz w tym, że kler nie chce żadnego porozumienia, nie chce unormowania tej sprawy, nawet dzisiejszy chaos i chroniczny skandal stosunków prawnych są mu milsze niż jakiś porządek, o ile by ten porządek nie przyznawał mu absolutnego monopolu, cła i myta we wszelkich sprawach małżeńskich. Chodzi oto "ucho igielne", przez które, wbrew słowom Pisma, przechodzą jedynie bogacze...

I znów uderzyć musi ten twardy, nieludzki ton. Nic ich nie obchodzą cierpienia ludzi, demoralizacja, krzywda, zamęt prawny. Nigdy w tych orędziach nie zabrzmi nuta współczucia. Cierpieć, męczyć się i... płacić to jedyna rola człowieka na tym ziemskim padole. Zwłaszcza płacić.

I to jest charakterystyczne: o wszystkim mówią te orędzia, tylko nie o kwestiach materialnych. Utarła się taka kurtuazja, bardzo wygodna; wobec kleru, który - zbiorowo czy pojedynczo - jest najbardziej nieubłagany, gdy idzie o sprawy pieniężne, stale przystoi udawać, że te rzeczy nie istnieją, że wszystko rozgrywa się w wymiarach zaziemskich.

Tak więc, o cokolwiek chodzi, o szkolnictwo czy o kodeks karny, czy wreszcie o nową ustawę małżeńską, wszędzie ci nowi wielmoże przeciwstawiają się jakiejkolwiek zbawczej i koniecznej reformie, wszędzie nieubłaganie ścigają własne "mocarstwowe" cele, obce społeczeństwu, w którym żyją. Wiemy, czym straszą i co robią; ale co dają? Czym zamanifestowali swój udział, swoje istnienie w ciężkim okresie, jaki przechodzimy? Msza na intencję bezrobotnych; zeszpecenie jednego z placów projektem brzydkiego pomnika i - przede wszystkim - wyciskanie ostatniego grosza z biedoty na wszystkie sposoby. A grosz, który dostanie się do tego mieszka, już stracony jest dla obiegu!

A ich sposoby? Dość zajrzeć do pism i pisemek klerykalnych; miarę tego daje zresztą sama Katolicka Agencja Prasowa! Wstyd powiedzieć, ale wystarczy ujrzeć ten podpis KAP, aby mieć uczucie, że człowiek dotyka się czegoś oślizgłego, brzydkiego; aby wiedzieć, że "komunikat", sączony na całą Polskę jak ślina, zawiera potwarz lub kłamstwo, czelne, obliczone na najniższy poziom odbiorcy.

Dam drobny przykład, sam w sobie mało ważny, ale charakterystyczny. Świeżo całą Polskę zalały komunikaty KAP o tym, że mariawicki arcybiskup Kowalski entuzjazmuje się Boyem i tytułuje go w swoich artykułach "kochany kolego". Ambo meliores, dwaj koledzy - haftuje na ten temat za Kapem parę tuzinów gazetek. W istocie zaś był w mariawickim "Głosie Prawdy" artykuł, ale nie za mną, tylko przeciw mnie, nie przez arcybiskupa Kowalskiego, tylko przez nie podpisanego autora, i nie autor artykułu mówi tam "kochany kolego" do mnie, tylko ja mówię "kochany kolego" w fikcyjnej rozmowie do fikcyjnego literata... Oto próbka "katolickiego" systemu prasowego. Ale jak to zorganizowane! Wystarcza zełgać w centrali w Warszawie, a już echa tego wracają z najdalszych zakątków Polski przez cały miesiąc. Warto się abonować w Informacji Prasowej Polskiej, aby studiować proces krążenia potwarzy.

Tak, organizacja znakomita. I na niej zasadza się siła tej prepotencji z jednej strony, z drugiej zaś na rozproszkowaniu, na bierności oświeceńszych żywiołów, na tchórzostwie prasy, tej nawet, która uchodzi za wolnomyślną. Nasze dzienniki licytują się w przypochlebianiu klerowi; i one grają na ciemnotę mas.

Ale zdaje się, że tym razem biskupi przesolili. Skoro czterdziestu kilku członków Komisji Kodyfikacyjnej, wybieranych spomiędzy najbardziej zrównoważonych żywiołów, zdecydowało się przeciwstawić klerowi, narażając się świadomie na obelgi i klątwy, to znak, że przebrała się miara buty i wichrzycielstwa prałatów i że, wobec ich destrukcyjnej działalności, nasi aż nazbyt cierpliwi kodyfikatorzy też musieli powiedzieć swoje: Non possumus.

Po ich też stronie, mimo nie cofającej się przed niczym agitacji, stoi całe oświecone społeczeństwo. Powinno to dać pobudkę do zorganizowania się, do stworzenia jakiejś Ligi Ludzi Wolnych czy czegoś podobnego (może Liga im. Bolesława Śmiałego?...), aby się bodaj policzyć, aby sobie dodać otuchy przez poczucie wspólności. Nie chodzi tu wcale o stawanie przeciw religii, której nikt i nic tutaj nie zagraża; chodzi o to, aby strząsnąć jarzmo nowej okupacji, które grozi wolnej Polsce. Liczne głosy, które otrzymuję z całego kraju, dowodziłyby, że myśl ta jest dojrzała; może by kto zajął się jej urzeczywistnieniem. Niechże nasza Komisja Kodyfikacyjna, która, mimo omyłek, jakie mogą się jej zdarzyć, pracuje szczerze nad stworzeniem nowoczesnych podstaw prawnych naszego życia, czuje, że ma silne oparcie. A jeżeli nasi okupanci każą swoim Żytkom śpiewać Pod Twoją obronę, nie pozostanie nam nic innego niż zaśpiewać... odpowiednio zmodyfikowaną Rotę.
Tadeusz Żeleński (Boy)

Tadeusz Żeleński, pseudonim Boy (1874-1941), krytyk literacki i teatralny, publicysta, satyryk, tłumacz. Zamordowany po zajęciu Lwowa przez Niemców. 1 stycznia 2012 roku jego dzieła przeszły do domeny publicznej.

wtorek, 3 stycznia 2012

Dlaczego Polacy nie chodzą do kościoła?

Być może to jedna z przyczyn, która powoduje, że coraz mniejsza liczba ludzi chodzi do kościoła. 


Zaiste jest w tym wiele prawdy.... 

niedziela, 1 stycznia 2012

Spotkanie oczyszczające

PostAuthorIconWpisany przez Administrator | PDF | Drukuj | Email
Czwartkowy wieczór, w przedostatni dzień 2011 roku, członkowie ngu spotkali się w Yerbaciarni opodal nyskiego rynku. W trakcie króciutkiej ceremonii, każdy z unitarian miał okazję rozliczyć się ze swoją przeszłością. W towarzystwie relaksującej muzyki medytacyjnej wszyscy na przygotowanych wcześniej kartach zapisali sprawy które w przeszłości sprawiły im ból. Następnie każdy spalił od ognia znicza uu swoje problemy. W ten symboliczny sposób mieliśmy okazję by domknąć pewne sprawy i przeżycia i kolejny rok rozpocząć z nową czystą kartoteką. Było nastrojowo, refleksyjnie i oczyszczająco, bo tak też miało być.