piątek, 23 sierpnia 2013

Kokaina faraonów


Kokaina a piramidy i mumie.
[na podstawie National Geographic]

Gdy zapytacie się, kiedy po raz pierwszy noga Europejczyka dotknęła kontynentu amerykańskiego, większość osób bez wahania odpowie, że miało to miejsce w roku pańskim 1492, a właścicielem owej nogi i jednocześnie człowiekiem, który dzięki wyprawie przez Atlantyk znalazł na stałe miejsce w historii był Krzysztof Kolumb.
W tekście tym przedstawię wam wiedzę, z którą nie wszyscy historycy się zgodzą, a co niektórzy wyśmialiby mnie jako ignoranta. A jednak śmiało twierdzę, że to nie Kolumb, a Wikingowie, jako pierwsi przedstawiciele "Starego Świata" dobili do brzegu Ameryki pozostawiając po sobie dowody, jakimi są pozostałości osad charakterystycznych dla tego ludu wojowników i żeglarzy odnalezione na Nowej Funlandii. Mogę posunąć się nawet o krok dalej, twierdząc, że na długo przed wikingami istniało połączenie handlowe obu Ameryk z resztą globu. A co wywożono z "Nowego Świata"?
Kilka lat temu Muzeum Monachijskie zleciło uznanemu w Niemczech toksykologowi dr Balabanowej prace, których celem było przebadanie posiadanych przez tę instytucję siedmiu mumii, pod względem zawartości w ich organizmach narkotyków. Nie jest tajemnicą, że w starożytnym Egipcie doceniano niektóre rośliny, których urok tkwił nie w smaku ani w zapachu, ale w sposobie w jaki zmieniały postrzeganie otaczającego nas świata, dając poczucie oderwania od profanum i zbliżenia do sacrum. Egipcjanie dobrze znali działanie mandragory, konopi indyjskich i prawdopodobnie wytwarzali opium. Jednym z popularniejszych ornamentów zdobiących świątynie jest kwiat lotosu, który starożytni maczali w winie (alkoholu) w celu uwolnienia do niego środków halucynogennych. Kwiat lotosu pojawia się również w kulturze asyryjskiej i indyjskiej.
Powracając do dr Balabanowej, musicie sobie wyobrazić jej zdziwienie, gdy testy przeprowadzone przezeń wykazały, że oprócz wyżej wymienionych środków, wysuszone ciała zawierały nikotynę, oraz alkaloid C17H21NO4, czyli po prostu kokainę. Tytoń i kokaina pochodzą z Ameryki, a czasy o których mowa mają miejsce tysiące lat przed Kolumbem.
Wniosek - do badanych próbek dostały się zanieczyszczenia. Dokonano ponownego testu, który wykluczył zanieczyszczenia z zewnątrz. "Test włosa", którym się posłużono, jest od 25 lat wykorzystywany w sądownictwie. Polega on na tym , że wszystkie zażywane narkotyki odkładają się we włosach i pozostają tam kilka miesięcy, natomiast w przypadku śmierci pozostaną na zawsze. Na tej podstawie zapadł w sądzie niejeden wyrok. "Test włosa" jednoznacznie stwierdził, że kokaina i nikotyna zostały przyjęte przez mumie za ich życia. Pani doktor myślała, że owo odkrycie zapewni jej sławę i niezliczoną liczbę wykładów na najlepszych uniwersytetach za ciężkie pieniądze. Opublikowała wyniki, zdobyła sławę, ale chyba nie taką o jaką jej chodziło. Światek naukowy zamknął się przed nią, a ona sama wylądowała w jednym szeregu z kolesiami, którzy twierdzą, że Elvis żyje i ma się dobrze.
Możecie się zapytać jak poddano w wątpliwość wyniki owego "testu włosa". Otóż stwierdzono, że mumie nie są starożytne. Było to całkiem prawdopodobne, jako że w XIX wieku, każde wielkie miasto chciało mieć w swoim muzeum mumię. Tak sarkofag, których było sporo, jak i zmumifikowane zwłoki, których było znacznie mniej (mumii ubywało między innymi dlatego, że sproszkowane ciało dodane do jedzenia lub picia było uważane za panaceum na wszelkie dolegliwości). W ten sposób powstała sytuacja gdzie należało "dorobić" zmumifikowanych ciał. Nie było to trudne, gdyż gorący piasek pustyni wysysa wodę z organizmu konserwując go. Do Monachium zaczęli przyjeżdżać eksperci, mający udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że monachijskie mumie to nowożytne podróbki. Nic z tego. Mumie okazały się autentyczne, a ich wiek określono na 4 tyś. lat. Dr Balabanowa miała rację, faraonowie i kapłani stosowali kokainę i tytoń.
Pani doktor kontynuowała badania w Sudanie, gdzie znajduje się bardzo interesujący cmentarz. Jest on młodszy od "mumii monachijskich" ale na tyle stary by pamiętać Imperium Rzymskie. Przebadano 134 ciała z czego 33% zawierało nikotynę, a kilka kokainę.
Jedyna obroną sceptyków pozostało twierdzenie, że w Afryce rósł gatunek tytoniu, który do naszych czasów wyginął. Jako osoba wyznająca słuszność teorii Darwina, zdaję sobie sprawę, że okres 3-4 tyś. Lat jest chwilą w trakcie której nie doszłoby do samozagłady gatunku. Gatunki które wyginęły w ostatnich czasach zawdzięczają to człowiekowi, a człowiek - jestem tego pewien - nie pozwoliłby sobie na utratę tak silnie uzależniającej używki (wiedzą o tym wszyscy palacze). Teoria ta nie tłumaczy też obecności kokainy poza Ameryką Południową. Jak kokaina i tytoń trafiły do Egiptu? Można tworzyć różne hipotezy. Lecz wydaje się całkiem prawdopodobne istnienie starożytnego szlaku narkotykowego, który jako pierwszy połączył "Nowy Świat" ze "Starym Światem", i że niekoniecznie był on obsługiwany przez Egipcjan.

http://hyperreal.info/node/1183#axzz1F1iOXyNo



Kleopatra na haju 
Zrzućcie kamienie na kupę, a potem zobaczymy co z tym da się zrobić – rzekł faraon zarządcy”. Tak popularna anegdotka opisuje genezę piramid. Jak było naprawdę – tego nikt nie wie. Czy pomysł piramidy był efektem żmudnych wyliczeń i szkiców, czy też pojawił się nagle, jak nagłe niespodziewane olśnienie? Czy niespodziewane? Starożytni Egipcjanie świadomie poprawiali sobie nastrój za pomocą przeróżnych roślin. Nie tak dawno pojawiły się podejrzenia, że Egipcjanom nieobce były także takie używki jak nikotyna czy kokaina.

W 1992 r. Svetlana Balabanova z niemieckiego uniwersytetu w Ulm dokonała odkrycia, które wstrząsnęło światem egiptologów. W próbkach pobranych z mumii Henut-Taui, księżniczki z XXI dynastii, Balabanova stwierdziła sporą zawartość nikotyny i kokainy. Zaskoczenie nie wynikało z faktu, że nagle dowiedziano się, iż Egipcjanie korzystali z używek; o tym wiedziano od dawna. Ale skąd w Egipcie przed trzema tysiącami lat mogły wziąć się kokaina i nikotyna pochodzące przecież z Ameryki?
Tajemnica kokainowych mumii
Kwestia ta wywołała prawdziwą burzę. Dla jednych naukowców nie ulegało kwestii, że Balabanova w swoich badaniach musiała popełnić błąd. Inni twierdzili, że wreszcie potwierdzona została hipoteza, którą z takim poświęceniem starał się udowodnić Thor Heyerdahl. Ten zmarły w ubiegłym roku norweski podróżnik i badacz był przekonany, że Egipcjanie potrafili dopłynąć do Ameryki Południowej. Żeby przekonać o tym świat, Heyerdahl zbudował łódź na wzór staroegipskiej i ruszył z Egiptu w stronę Ameryki. Pierwsza podróż zakończyła się porażką, druga sukcesem. Jego łódź Ra II po 57 dniach dotarła do celu.
Egipcjanie w swoich relacjach wielokrotnie opowiadali o wyprawach do bogatej we wszelakie dobra krainy Punt. Do tej pory nie udało się ustalić, gdzie znajdował się ów legendarny kraj, choć panuje opinia, że mniej więcej na terenie dzisiejszego Mozambiku lub Somalii.
Są jednak tacy, którzy twierdzą, że Punt leżał znacznie dalej – w opowieściach egipskich podróżników pojawiają się bowiem wzmianki o pokonywaniu „wielkiej wody”. Czy to możliwe, że ów legendarny Punt znajdował się na terenach obecnego Peru lub Indii? Zwolennicy tej hipotezy z entuzjazmem przyjęli odkrycie Balabanovej. Skąd bowiem w egipskich mumiach pojawiła się kokaina i nikotyna?
Później kolejne mumie przebadano pod kątem narkotyków i innych używek. I okazało się, że jeden z najznakomitszych władców Egiptu Ramzes II w sporych ilościach używał tytoniu, kojarzonego dotychczas wyłącznie z kontynentem południowoamerykańskim. Balabanova mimo niechętnych komentarzy testowała zarówno próbki pobrane z mumii jak i pobrane z naturalnie zachowanych ciał pochodzących z Sudanu, należącego niegdyś do mocarstwa egipskiego. Wyniki badań były zaskakujące: w ogromnej liczbie próbek stwierdzono obecność kokainy, nikotyny lub haszyszu. Ich ślady zachowały się również w mumiach małych dzieci. Można przypuszczać, że dzieci te usypiano nie tylko za pomocą kołysanek.
Z czasem – obok ciągłych podejrzeń o błędy w testach – zaczęły pojawiać się nowe hipotezy. Najbardziej prawdopodobna z nich głosi, iż w starożytnej Afryce rosły odpowiedniki roślin lub same rośliny, które obecnie znamy jako pochodzące z kontynentu amerykańskiego.
Starożytna roślinność Egiptu dawno już nie istnieje – choć usiłuje się ją odtworzyć, badając pyłki roślin zachowane m.in. w grobowcach. Czy były wśród niej afrykańskie gatunki koki i tytoniu? Pojawiło się też kolejne pytanie: czy podziwiana powszechnie za swą wzniosłość i dystans do ziemskiego świata cywilizacja egipska tak naprawdę pełna była ludzi umilających sobie życie za pomocą przeróżnych używek? Nie można przecież wykluczyć, że na przykład egipscy robotnicy – podobnie jak inkascy czy tybetańscy posłańcy, pokonujący biegiem wielkie przestrzenie – żuli liście koki lub innej rośliny o podobnym działaniu, by usunąć zmęczenie i poprawić swoją wytrzymałość. Kto wie, może używki pomagały także przy wznoszeniu piramid?

Filozofowie narkomani? 
Nie sposób dziś ustalić, jak często starożytni Egipcjanie korzystali z roślinnych używek. Pewne jest, że to robili. Na ścianach egipskich grobowców starano się zakląć na wieczność uroki doczesnego życia. Przedstawiano tam sceny z codzienności tak, by zmarły mógł się cieszyć nimi już zawsze. W świecie tych malowideł nie ma zadumy i smutku. Obok scen rodzinnych sporo jest też przedstawień biesiad i zabaw. W świecie starożytnym spotykano się wszędzie, by się razem zabawić, często w stanie odurzenia. Starożytność bowiem to nie tylko pełna chwały epoka budowniczych piramid, myślicieli, poetów i despotów. Zwykli ludzie w podobny sposób jak dziś starali się zapomnieć o codziennych troskach i kłopotach. Egipcjanie odurzali się nie tylko winem. Sięgali także po wywary z lotosu, sporządzali używki z mandragory i konopi, najprawdopodobniej też wiedzieli, jakie właściwości ma opium. Tradycja palenia haszyszu przetrwała tysiące lat, do dzisiaj niektórzy Egipcjanie dodają go do tytoniu w sziszach (fajkach wodnych). Nie bez powodu więc Homer w czwartej pieśni „Odysei” w następujący sposób opisuje kraj nad Nilem:
„Wtem Helena, skoczywszy do głowy po radę,/Pijącym przymięszała czar taki do wina,/Że gniewów, smutków, zgryzot przeszłych zapomina/Każdy, co go skosztuje z zaprawnego kruża./W dzień ten nigdy łza w oku nie stanie mu duża,/Choćby drogiego ojca i matkę pochował,/Nigdy, choćby kto miednym mieczem zamordował/Brata mu albo syna przed jego obliczem –/Taki to czar był, napój niezrównany z niczem!/Dostała go Helena od Tona małżonki,/Polidamny, w Egipcie, gdzie ziemia korzonki/Osobliwe wydaje na leki lub trutki./Toż każdy tam znachorem nie z innej pobudki,/Tylko że zna te leki, istny ród Peona” (tłum. Lucjan Siemieński). Co najmniej dwóch rzymskich władców mogłoby również zaświadczyć o sile egipskich wywarów. Zarówno Cezar jak Antoniusz w towarzystwie Kleopatry całkowicie zapominali na długie miesiące o kierowaniu państwem, mimo że królowa, jaką znamy z wizerunków, o charakterystycznym dużym nosie, nie była najprawdopodobniej specjalnie atrakcyjna. Obaj panowie spotkali jednak na swojej drodze królową władczynię prawdziwego medycznego mocarstwa, słynącego w całym świecie starożytnym ze swych wywarów, proszków, nalewek i mikstur. Obaj przypłacili tę znajomość życiem.
Dzieje Kleopatry, Antoniusza i Cezara stały się natchnieniem dla reżyserów filmowych; kolejne gwiazdy Hollywoodu wcielały się też w postać królowej, owiniętej w dywan niesiony jako prezent dla Cezara. Ale filmowe biesiady i przyjęcia, inscenizowane w pałacach czy na królewskich barkach na Nilu, były niepełną imitacją, skoro nie sposób było skopiować zawartości dzbanów i pucharów. Nie wiadomo, jak kolorowe wizje snuli pod wpływem trunku Kleopatra i Antoniusz, gdy z Rzymu wyruszyły już okręty wojenne Oktawiana.
Wino, które Kleopatra kazała nalewać swoim gościom, nie zawierało bowiem tylko soku z winogron. Było w nim również opium i wywar z bielunia dziędzierzawy, który jest halucynogenem. Tak przynajmniej zapewnia Horacy. W rauszu po wypiciu nalewki z bielunia człowiek nie tylko odczuwa gorącą sympatię do stworzeń, które na co dzień nie budzą w nim żadnych uczuć. Ma też skłonność do wyjawiania rzeczy, które normalnie trzyma w tajemnicy.

Opiumowa mama 
W starożytnym świecie na szeroką skalę rozpowszechniony był handel opium, konopiami indyjskimi i innymi roślinami, z których sporządzano przeróżne halucynogenne substancje. Jednym z największych ówczesnych ośrodków handlowych było fenickie miasto Ugarit. Już półtora tysiąca lat przed Kleopatrą w mieście tym wymieniano wino, opium, konopie, oliwę i inne towary pochodzące z Syrii, Anatolii, Krety i Cypru na przeróżne dobra – złoto, drogie kamienie lub kosmetyki – pochodzące z Egiptu, Babilonii czy Somalii. Konopiami na wielką skalę handlowały Mykeny, a opium było świętym symbolem w świątyni w Eleuzis, niedaleko Aten.
Opium w starożytnej Grecji miało wielkie znaczenie przede wszystkim jako środek kojący ból. Z tego względu główki maku odnaleźć można często na scenach związanych z porodem. Znana jest także postać tzw. Opiumowej Matki, która ukazywana jest zwykle z makówkami na głowie albo w dłoniach. Określenie „makowe pola” było synonimem imienia Demeter. Ta ostatnia znana była zarówno jako bogini zbiorów, jak i „opiumowa pani”. Na jednym z zachowanych złotych pierścieni z Myken znajduje się scena, w której Demeter podaje swej córce Persefonie trzy łodygi zakończone główkami maku. Z kolei na wazie z 450 r. p.n.e przedstawiony jest Dionizos w koronie z makówek opiumowych, który z wyraźną przyjemnością obserwuje ekstatyczny taniec dwóch kobiet. Wielu naukowców jest zdania, że w owej wazie znajdować się musiał niegdyś trunek zawierający opium, którego używano podczas rytuałów szamańskich.
W starożytnym Rzymie, według spisu z 313 r. n.e., były 793 sklepy handlujące opium. Rzym nieźle zarabiał na nałogu swoich obywateli. Podatki płacone przez sklepy były bardzo istotną pozycją w dochodach miasta. W opium zaopatrywał się Horacy, nie gardził nim Petroniusz, do opiumowego sklepu zaglądał też często filozof Plotyn. Hadrian po śmierci swego ukochanego Antinoosa upijał się wywarem z maku. Istnieją całkiem prawdopodobne podejrzenia, że Tytus zmarł wskutek przedawkowania.

Cesarz narkoman 
Wielu badaczy jest zdania, że większość ¬cesarzy rzymskich przyjmowała najprzeróżniejsze mikstury, których głównym składnikiem był sok z makówek. Przyrządzaniem i podawaniem tych substancji zajmowali się cesarscy medycy. Galen, Andromachus i Damokrates – przyboczni medycy Nerona – sporządzali mu środki, dzięki którym cesarz łatwo zasypiał i miał piękne, kolorowe sny. Kto wie jednak, czy nie przez te mikstury właśnie – a zwłaszcza wskutek zażywania ich w coraz większych, śmiertelnych dla nieprzyzwyczajonego człowieka ilościach – Neron przeobraził się z poczciwego władcy w żądnego krwi potwora? Najprawdopodobniej właśnie wskutek wizji opiumowych w jego głowie zrodził się pomysł zbudowania Domus Aurea – „domu ze złota”, pałacu tak wielkiego, że zająć miałby prawie jedną trzecią powierzchni Rzymu. Kto wie, czy podobnych wizji nie postanowiono zrealizować w Egipcie? Może właśnie taka jest geneza piramid?
Choć trudno w to uwierzyć – jednym z największych narkomanów starożytności był otoczony czcią przez potomnych cesarz Marek Aureliusz. Używał on tyle opium, że nieraz zdarzało mu się zdrzemnąć w trakcie uroczystości państwowych i ceremonii dworskich. Nie wiadomo, czy jego absolutna obojętność i brak gwałtownych reakcji nawet w gardłowych sprawach wynikały wyłącznie z wyznawanej przez niego filozofii stoickiej, czy też były również skutkiem „otępienia nałogowego palacza opium” – zastanawiał się profesor chemii Matthias ¬Seefelder w swojej książce o roli tego narkotyku w dziejach. W relacjach dworskich medyków zachowały się wzmianki o tym, że Aureliusz nie był w stanie zasnąć bez środka zawierającego opium.
Historia używania narkotyków w starożytności wciąż stanowi tabu i nawet w wielkich szczegółowych opracowaniach nie ma ani słowa o narkotykach albo są tylko wymijające wzmianki. Taka cenzura w podręcznikach do historii starożytnej w ogromnym stopniu po prostu wypacza obraz starożytnej codzienności. W różnych krajach dyskutuje się obecnie nad kwestią zalegalizowania posiadania i używania tzw. narkotyków miękkich. Nie sposób sensownie uczestniczyć w tej debacie, nie znając dziejów używek – pełnej odurzenia i halucynacyjnych wizji historii ludzkości.
http://hyperreal.info/node/2097#axzz1F1iOXyNo

Statki egipskie 
Pierwsze historyczne wzmianki o statkach (pomijając biblijną Arkę Noego) pochodzą z Egiptu, około 3500 lat p.n.e. Z modeli, jakie zachowały się w grobowcach, oraz rysunków i płaskorzeźb można wnioskować, że pierwotnym budulcem statków egipskich był papirus, który w czasach późniejszych zastąpiono drewnem. Ponieważ Egipt był niemal bezleśny, kadłub budowano z krótkich kawałków drewna cedrowego lub akacjowego. Dziób i rufa, silnie zakrzywione do góry, sterczały wysoko nad wodą, a wypukłe dno statku podobne było do łyżki. Później, pomimo że do budowy statków sprowadzano odpowiednie drewno z zagranicy i wielkość ich znacznie wzrosła, sposób budowy pozostał niezmieniony. Żeby jednak uzyskać wytrzymałość w kierunku wzdłużnym i zapobiec opadaniu mocno wygiętych końców, przez środek statku Egipcjanie przeciągali górą grubą linę ciągnącą się od dziobu do rufy. Cały kadłub oplatano sznurową siecią. Rufa często była zakończona rzeźbą kwiatu lotosu….
http://archeos.pl/forum/index.php?topic=3386.0

Źródło: www.armagedonuczas.fora.pl

Daliby sobie goście wreszcie spokój z tym armagedonem... :)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz