sobota, 28 lutego 2015

Nowa schizma w Kościele rozpocznie się w Polsce?

W ciągu swojego istnienia Kościół rzymskokatolicki przeżył już kilka rozłamów większych i mniejszych, z których wychodził coraz bardziej osłabiony. Ostanie takie wydarzenie miało miejsce po Soborze Watykańskim II, kiedy to marginalne środowiska tradycjonalistyczne zanegowały jego postanowienia tworząc praktycznie odrębne kościoły katolickie. Jednak tym razem ewentualny rozłam może być dużo bardziej liczniejszy, chociaż też mniejszościowy.
 
Toż to czysta schizma w Kraju nad Wisłą... ;-)

Schizmy w Kościele katolickim:
-akacjańska  (484-519)
-Focjusza 861.
-wielka (wschodnia) 1054 - między prawosławiem i rzymskim katolicyzmem
-zachodnia (1378-1417)
-anglikańska w połowie XVI wieku (1534)
-starokatolicka 1870
-sedewakantystyczna (po Soborze Watykańskim II)
-lefebrystowska (1988- po konsekracji biskupów bez zgody papieskiej)




Można rzec, że się zaczęło...
Po ostatnich "postępowych" wypowiedziach i gestach obecnego papieża wśród polskich hierarchów i publicystów katolickich można wyczuć coraz większy niepokój i złość oraz krytykę, co jeszcze kilka lat temu wydawało się zupełnie niemożliwe, a sami duchowni w tym kraju zapewniali, że Kościół nigdy nie zmieni swojego (czyli JPII) nauczania, a tu tymczasem nowy papież "wyprawia" takie rzeczy, chociaż specjalnie nie zdążył jeszcze nic realnie rewolucyjnego uczynić. Wszystko to powoduje, że mamy w Polsce do czynienia z falą tzw. prawicowo-ultrakatolickiego antyklerykalizmu- zjawiska praktycznie nie znanego w ostatnich kilkudziesięciu latach.
Na uwagę zasługuje tu artykuł Dominika Zdorta z "Rzeczpospolitej" prorokujący wręcz nową schizmę w Kościele rzymskokatolickim spowodowaną rzekomą liberalizacją doktryny wprowadzoną przez obecnego papieża i stworzenia wręcz nowego wyznania na bazie katolicyzmu, co doprowadzić ma do otwartego buntu wielu konserwatywnych hierarchów i wiernych, szczególnie w Kraju nad Wisłą. Z niektórymi tezami zawartymi w artykule się nie zgadzamy, ale zapowiedź schizmy traktujemy całkowicie serio, gdyż nie od dziś wiadomo o ultrakatolickich poglądach polskich biskupów, bardzo wielu księży i całkiem niemałej liczby wiernych, który nigdy by nie przełknęli np. możliwości dopuszczenia do komunii rozwodników, czy większego otwarcia na osoby o odmiennej orienatacji seksualnej jak i wielu innych "liberalizmów", które mogłyby być wprowadzone przez Franciszka. Zresztą ostanio stało się już jasne, że w Polsce pozostał już praktycznie tzw. Kościół toruńskokatolicki, całkowicie sprzężony z toruńskim imperium medialnym i ci ludzie na pewno nie zmienią swoich dotychczasowych przekonań ideologicznych, co w konsekwencji będzie doprowadzało do coraz większych spięć ze Stolicą Piotrową (patrz np. niedawna interwencja nuncjusza w Polsce), a to nieuchronnie może doprowadzić do zapowiadanej także przez nas od lat schizmy, która nomen omen wyszłaby wszystkim na dobre. Przynajmniej wiadomo byłoby wtedy, kto z kim i dlaczego oraz okazałoby się jakim naprawdę poparciem może cieszyć się polski episkopat i sprzymierzone z nim środowiska prawicowe "zawsze wierne nauczaniu JPII", czyli de facto "imperium"...

Przeczytaj artykuł TUTAJ.

Problem widziany z "Torunia"...


piątek, 27 lutego 2015

Pierwsza w Polsce elektroniczna kropielnica

Zagrożenie już nie istnieje dzięki elektronice!
W katolickiej Polsce nikt absolutnie nie spodziewałby się aż takiej innowacji. Ksiądz z jednej z parafii na Opolszczyźnie zainstalował pierwszą w Kraju nad Wisłą elektroniczną kropielnicę, działającą na zasadzie fotokomórki i do tego wysyłającej sms-y proboszczowi. Wszystko podobno dlatego, że coraz więcej wiernych bało się najwyraźniej zanurzać ręce w tradycyjnej kropielnicy- najpewniej ze strachu przed bakteriami czyhającymi w znajdującej się tam wodzie, o czym w ostatnich latach stało się głośno zarówno w Polsce jak i na świecie.



Włosi jak zwykle byli szybsi, w końcu są bliżej papieża...
http://kopalniawiedzy.pl/kropielnica-aspersorium-dozownik-dyspenser-woda-swiecona-Luciano-Marabese,8980



Tak czy inaczej, nasz redakcyjny xiądz z niecierpliwością czeka na inne nowinki, które mogą przyciągnąć wiernych z powrotem do kościołów i proponuje np. wprowadzenie automatycznego spowiednika lub chociaż możliwość wyznania grzechów księdzu via komputer lub telefon komórkowy, kasy fiskalne dla wiernych połączone z parafialnym komputerem, sms-owe ostrzeżenia za zaległe datki na rzecz parafii oraz coś mniej technicznego, ale bardziej praktycznego, czyli święcenie pokarmów w domu każdego parafianina, co oznaczałoby kolejne wizyty duszpasterskie, tym razem przed Wielkanocą...
No i oczywiście wirytualne Drogi Krzyżowe oraz pielgrzymki do znanych sanktuariów też by się koniecznie przydały, oczywiście z wcześniejszym uiszczeniem odpowiedniej opłaty/ofiary "co łaska", gdyż w tych trudnych czasach księża muszą jakoś wiązać koniec z końcem... (:-))

P.S.
Z tymi innowacjami główny nurt Kościoła w Polsce wcale nie był pierwszy. Natanek już od tego roku wprowadził kolędę internetową, ale o tym już wpominaliśmy jakiś czas temu...

poniedziałek, 23 lutego 2015

Jan Hartman napisał list do papieża

Po ostatnich zmianach na Stolicy Piotrowej nową modą, także wśród osób o lewicowych poglądach, stało się wysyłanie listów do obecnej głowy Kościoła rzymskokatolickiego. Jan Hartman, o którym głośno było niedawno w związku z jego wypowiedziami na temat związków kazirodczych, które wywołały falę zgorszenia i krytyki w środowiskach nie tylko ultrakatolickich, postanowił napisać list do samego papieża Franciszka. Naszym skromnym zdaniem, po "watykańskich" doświadczeniach w sprawie Lemańskiego, raczej nie należy spodziewać się odpowiedzi ani jakiejkolwiek interwencji w sprawie toruńskiego Imperium lub żadnej innej. Oczywiście jednoznacznie należy stwierdzić, że poniższy list  nie jest  absolutnie naszym kolejnym żartem primaaprilisowym, tylko czystą prawdą...

Do Jego Świątobliwości
Papieża Franciszka
Przez Jego Eminencję
Nuncjusza Apostolskiego w Polsce
Abp. Celestino Migliore
Nuncjatura Apostolska
Warszawa

Do wiadomości:
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Bronisław Komorowski
via Kancelaria Prezydenta RP
Warszawa

Wasza Świątobliwość,
piszę do Waszej Świątobliwości pod wrażeniem dwóch informacji prasowych dotyczących relacji Rzeczpospolita Polska – Kościół Rzymskokatolicki.
  • Pierwsza informacja (z 12.02.15) dotyczy sprzeciwu Kościoła katolickiego w Polsce wobec ratyfikowania przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, a w szczególności bp. Ignacego Deca wzywającego publicznie Prezydenta do niepodpisywania konwencji z racji wyzwanej przez niego wiary katolickiej.
  • Druga informacja (z 12.02.14) dotyczy o. Jerzego Galińskiego CRS, który opuścił zakon Redemptorystów w proteście przeciwko działalności publicznej o. Tadeusza Rydzyka CRS.
Czytaj wszystko>>

Tytułem podsumowania..
A czy TY napisałeś już list do Ojca Świętego???
(;-))
 
 


sobota, 21 lutego 2015

Ksiądz w polskiej polityce





Ignacy Daszyński
Ksiądz w polityce
[1924]

(...)Na pierwszy rzut oka trudno to zrozumieć, skąd właśnie księża, a więc niby następcy Chrystusa, syna cieśli, biednego „syna człowieczego”, który nie miał domu i jedno miał – darowane – ubranie na sobie, i skąd ci księża tak bronią bezprawia dzisiejszego, dlaczego oni właśnie występują przeciwko robotnikom i chłopom, skoro tylko ci chcą walczyć o swoje najważniejsze interesy.

Księża to synowie biednych ludzi, chłopów lub drobnych rzemieślników i zdawałoby się, że przyłączą się oni do chłopskich i robotniczych partii politycznych, wystąpią ostro przeciwko bogaczom! Tymczasem wszędzie u nas ci księża najgoręcej bronią bogaczów, a wyklinają socjalistów i ludowców.

Ani ewangelia, ani pochodzenie przeważnej ilości księży nie każe im prowadzić tej niegodziwej, niemoralnej polityki, którą oni dzisiaj u nas uprawiają.

Skądże ta polityka księża?

Aby na to pytanie odpowiedzieć, musimy rozważyć kilka rzeczy.

Kler katolicki oddzielony jest u nas od reszty narodu i jego klas mnóstwem rzeczy. Już na teologii uczą go przeróżnych, zupełnie niepotrzebnych i fałszywych wiadomości, a natomiast nie zapoznają ani z nauką, ani z życiem. Taki młody ksiądz, wyszedłszy z seminarium, jest zazwyczaj bardzo ciemnym człowiekiem. Wyświęcą go, a więc zrobią go „zastępcą” Boga na ziemi, dadzą mu nadzwyczajną, nadludzką władzę religijną, kółko wygolą z tyłu głowy i przyobleką w długą, czarną rewerendę, przy czym musi zgolić brodę i wąsy. Nie wolno mu się wcale żenić, ani mieć dzieci. Nikogo w razie jakiegoś konfliktu nie wolno mu słuchać, jak tylko biskupa i papieża. Wyodrębniono więc takiego młodego, ciemnego teologa zupełnie ze społeczeństwa, a przykuto w zupełności do rozkazów hierarchii, tj. władzy kościelnej, siedzącej w Rzymie.
 
Zawsze po stronie biednych...

Ponieważ jednak Rzym i papież muszą popierać interesy rządów i dworów panujących, bo od tego zależy wpływ papieża na całym świecie, więc oprócz Rzymu musi taki ksiądz słuchać rządu, zwłaszcza tam, gdzie od tego rządu bierze jako urzędnik rządowy pensję, bogate dochody i spodziewać się odeń może posad kanoniczych, biskupich i arcybiskupich, do czego przywiązane są ogromne dobra, pałace, dochody itd.

A Chrystus, a syn cieśli? Ksiądz łatwo sumienie swoje uspokoi tym, że przecież papieże i biskupi to następcy Chrystusa na ziemi. Co oni każą, to jakby Chrystus kazał… A oni każą zwalczać socjalizm, oni każą wyklinać z ambon pisma chłopskie i robotnicze, oni każą brać gorący udział w wyborach i głosować za klerykałem.

Z takimi pojęciami dostaje ksiądz parafię, gdzie zaczyna liczyć swoje dochody. Najpierw pensja rządowa, potem dochód z gruntów parafialnych, a wreszcie dochody z parafian. Za mszę, za śluby, za potrzeby gotówką, a to kury, jaja, ręczniki, napitki, przędziwo, pieczywo przy tysiącznych sposobnościach znosić muszą ludziska na plebanię. Taki starodawny zwyczaj, tak gdzie indziej robią, więc się z tego „prawo” proboszcza zrobiło. Ksiądz to wszystko zabiera, spienięża, bydło pasie, robociznę oszczędza, zaczyna dobrze żyć po prostu. Zaczyna mu się wydawać, że on nie tylko zastępca Chrystusa we wiosce lub miasteczku, ale i członek klasy panującej, reprezentant worka pieniężnego, którego dochody płyną z religijności parafian. „Apetyt przybywa podczas jedzenia” – mówią Francuzi i słusznie, zwłaszcza wobec naszych tłustych proboszczów. Im więcej z nich który grosza zbierze, tym gorszy, tym butniejszy, tym chciwszy znowu na grosz. Biada więc chłopu, co by zaczął przeciwko proboszczowi szemrać! Proboszcz go znieważy z ambony, odmówi sakramentów, dziecka mu nie ochrzci, ślubu nie da, ogłosi za wroga religii i Boga. A może to zrobić bezkarnie, jeżeli biskupowi umie się przypodobać i rządowi stać się przy wyborach pożytecznym. W ten sposób wyrasta szczególnego rodzaju „kapitalista”, człowiek, który nie potrzebuje mieć fabryki, ani nawet i wielkich dóbr, ale za to, za swoje czynności religijne dostaje wspaniałe wynagrodzenie i to od biednej masy, zwłaszcza od chłopów, bo robotnicy miejscy już zmądrzeli i z pieniędzmi swymi do księdza nie spieszą, a jaj i kur i przędzy nie mają do darowania. I „Nie sieje on ani orze”, a zbiera wspaniałe nieraz dochody.

Księża u nas zatem są majątkowo częścią klasy średniej i poza polityką biskupów i Rzymu bronią swoich „dochodów” tak samo zajadle, jak mniejszy bankier lub średni fabrykant. Tylko że niczego nie produkują, a odprawiają różne obrzędy. Wprawdzie głoszą oni, że ubóstwo jest cnotą, ale wierzą w to tak długo, jak długo są biednymi wikarymi; skoro tylko dorwą się do probostwa, zaczynają kupować papiery wartościowe i składają pieniądze do kasy oszczędności, a nad każdym złotym, wytargowanym od chłopa, trzęsą się chciwie. Nigdzie też nie ma tylu skąpców i chciwców, co wśród proboszczów.

Z tego już widzimy, że księża są pewnego rodzaju zamkniętą kastą, oddzieloną od biedaków, od całej masy ludu nie tylko przez wychowanie w seminariach, odrębny strój, bezżeństwo itd., ale odróżniają się odeń także majątkowo, mając w tym interes, żeby od swoich parafian jak najwięcej wydobyć pieniędzy, co wobec zubożenia ludu staje się ciężarem tego ludu.

Oprócz tego wśród hierarchii kościelnej, wśród kardynałów i biskupów wytworzyły się pojęcia o władzy kościoła, pojęcia dawne, dobre może w wiekach średnich, jakich trzysta lub czterysta lat temu, ale dzisiaj wprost szkodliwe i niemożliwe.

Dawniej kościół był wszechpotężny. Miał olbrzymie skarby, hodował setki tysięcy próżniaczych mnichów i mniszek, miał swoje wojsko, swoje twierdze, swoją policję; szkoły należały do niego wyłącznie prawie. Ale wszystko to opierało się na pańszczyźnie chłopskiej, na niewoli ludu i na jego nieruchliwości.

Dzisiaj kościół już nie ma szkół, a ma je kraj i państwo; nie ma swojej policji, a stał się policjantem na usługach kapitału; klasztory podupadły, bo nie ma komu żywić pasożytów; biskupi nie mają swoich wojsk. Chłopskiej pańszczyzny nie ma, a jest tylko chłopska bieda, która zabiera się do walki z uciskiem i wyzyskiem. Ale wśród biskupów i księży wielu jest takich, co marzą o tym, jak to było dawniej, o dawnej potędze papieża i biskupów. W ich głowach jeszcze są wieki średnie, ich myśli o trzysta lat za późno się rodzą, jeszcze ciągle nie rozumieją, co się wkoło nich dzieje…

A ponieważ wierzą w diabłów i w piekło, więc wszędzie wietrzą „robotę szatana” i wszystko, czego nie rozumieją – wyklinają i potępiają.

Taki fanatyk zaludnia świat aniołami lub diabłami – tylko ludzi nie widzi na świecie i ludzi tych nie rozumie. Z jednej strony oczekuje jakichś cudów, z drugiej widzi same dzieła „diabelskiej, nieczystej siły”, jakichś masonów, Żydów, bluźnierców…

Gdyby kto chciał wierzyć w Boga, ale ominął po drodze księdza, już bluźnierca! Uroiło im się w głowach, że Bóg jest zawsze po stronie księdza, chociaż przysłowie mówi, że „piekło wybrukowane tonzurami księży”. I nic dziwnego, że potem taki klerykał cieszy się z ambony, jeżeli się spali stodoła ludowcowi lub socjaliście we wsi, bo to w jego oczach „kara boża” za to, że czytał mądrzejszą gazetę lub za to, że nie wierzył w księże brednie na zgromadzeniu wypowiedziane, albo głosował inaczej, niż „jegomość”. Jak się u klerykała stodoła pali, to zwykłe nieszczęście – u socjalisty: „dopust boży”.

Ksiądz się wtrąca do szkoły i do gminy, bo chce mieć z nauczyciela bierne, pokorne narzędzie swojej woli, a szkołę zrobić – tak, jak to dawniej bywało – dodatkiem do kościoła. Wreszcie, przyzwyczaiwszy się do władzy w kościele chce ją wykonywać i w gminie!

Nikt mu się sprzeciwiać łatwo nie może, bo z ambony go bez apelacji potępi, a często zbezcześci w brutalny sposób. Gdyby mu się kto przy tym sprzeciwił, zostanie ukarany za znieważenie kościoła.

Stąd wyradza się w księżach dzika nietolerancja, buta i zarozumiałość o sobie niesłychana. Nawet dzisiaj, gdyby mogli, paliliby swoich przeciwników na stosie, tak jak to czynili przez setki lat, w których tysiące niewinnych ludzi spalili lub zamęczyli podczas „świętej” Inkwizycji.

Biedny nasz lud ma więc na swoim grzbiecie całą czarną nawałę polityków księżych, którzy złączywszy się pod rozkazami biskupów, chcą narzucić chłopu i robotnikowi wielką ilość posłów klerykalnych, aby sokami i siłami robotniczymi odnowić i odświeżyć wpływy księży. Oczywiście że księża są najgorszymi obrońcami klasy pracującej, bo zamiast praw chcą jej dać jałmużnę, a zamiast uczyć odwagi cywilnej i obrony interesów tu na ziemi, mówią ciągle chłopu o pokorze i o nagrodzie – niebie. Sami oczywiście nie dadzą ślubu lub nie pochowają nikogo za „nagrodę na drugim świecie”, lecz żądają gotówki i to wiele więcej, niż im się wedle prawa należy…

Taki ksiądz politykujący miesza ciągle rzeczy ziemskie z niebieskimi lub piekielnymi, widzi wszędzie „masonów” czy diabłów, każe się modlić tam, gdzie działać trzeba, każe być pokornym, gdzie trzeba być opozycyjnym, a zawsze i wszędzie zasłania swoją ziemską, często marną osobę Panem Bogiem, przez co staje się gorszym bluźniercą, niż największy niedowiarek. Używać bowiem religii dla uzasadnienia np. zwolnienia i księży od podatków, albo dla obrony wyzyskiwaczów czy dla sfałszowania prawa wyborczego, to w czasach dzisiejszych nikczemność, to największa klęska dla prawdziwego i religijnego uczucia! A iluż księży to robi w polityce bez żadnych ceremonii! A ma to takie następstwa, że w ślad za księżmi pierwszy lepszy ich świecki naganiacz także w podobny sposób Boga wciąga do polityki! Aż doczekaliśmy się tego, że endecja i chadecja używają religii tak w agitacji wyborczej, jak niegdyś szlachta używała wódki i kiełbasy… Nie wiadomo nawet, co gorsze, czy dawna szlachecka metoda upijania ludzi wódką, czy dzisiejsze klerykalne ogłupiania i straszenia piekłem.

Naturalnie, że nie mówimy tutaj o księżach poszczególnych, którzy mogą być nie tylko uczciwymi, ale rozumnymi i pożytecznymi politykami ludowymi. Wszak nawet w obozie socjalistycznym są szlachetni i mądrzy księża, których jednak biskupi za to ścigają i prześladują; wszak jeden z bardzo pięknych listów do chłopów napisał męczennik za wolność ks. Ściegienny.

Ale tam, gdzie księża prowadzą politykę swojej kasty, będąc, na usługach rządu, klas wyzyskujących i zacofania, czyli np. w Polsce politykę klerykalnej „ósemki”, tam należy ich wszelkimi siłami zwalczać i przeszkodzić im w nadużywaniu kościoła i religii przeciwko chłopom i robotnikom. Im zajadlej oddadzą się księża na posługi bogaczów, panów i rządu, tym prędzej dosięgną ich smutne skutki tej zabójczej polityki, bo księża nie żyją z bogaczów, a z ubogich. Bogaczów jest mało na świecie i bogacze nie chodzą do kościoła; połowa z nich nie ma żadnej religii, a modli się tylko do „złotego cielca”. Biedni natomiast tłumnie idą do kościołów, biedni jałmużnę dają kościołowi, z biednych księża majątki zbierają. Jeżeli tym biednym otworzą się kiedyś oczy na szkaradzieństwo samolubnej, wrogiej ludowi i jego prawom polityki księżowskiej, wówczas nietrudno przewidzieć, czym się to dla księży i ich sakiewek skończy!…

Te skutki, to kres zajadłego klerykalizmu. Dzisiejsze rozwydrzenie klerykałów w Polsce wywoła też i wywołać musi odpór ze strony ludu. Minęły czasy panowania księży, minęły epoki ich wyłącznego przywództwa. Dziś lud się ocknął i rewerendą mu już oczu nie nakryją.

Ignacy Daszyński
___________________________

Żródło: Facebook.com

Ksiądz- od początku państwowości polskiej bardzo ważna osoba w polityce i gospodarce Kraju nad Wisłą....
Jak można przeczytać w powyższym tekście, niewiele się zmieniło w tym kontekście mimo upływu lat...
 

wtorek, 17 lutego 2015

Śledź katolik- przepis

Po bardzo długim okresie żmudnych i czasochłonnych poszukiwań, udało się nam wreszcie znaleść odpowiedź na zadawane od lat przez wszystkich Polaków filozoficzne pytanie, które brzmi mniej więcej tak:
Czy może istnieć śledź bez śledzia???
Okazuje się, że w Kraju nad Wisłą jest to zupełnie realne... (:-))


Powyższy śledzik nie jest niestety katolicki... ;-)

Zbliża się tradycyjny Śledzik, a następnie Popielec, Środa Popielcowa i Wielki Post, które to dni każdy prawdziwie pobożny katolik powinien starać się przeżyć najlepiej o chlebie i wodzie jak zwykł mawiać nasz redakcyjny xiądz. Tymczasem znaleźliśmy potrawę, która w sam raz nadaje się "na stoły" w tym właśnie okresie i sprawi, że ten bardzo szczególny czas zostanie przeżyty w godny sposób i naprawdę po katolicku i wegetariańsku zarazem, chociaż Kościół Powszechny wcale nie zakazuje spożycia mięsa rybiego w okresie postów ścisłych czyli takich, w których żołądek katolika powinien być praktycznie ściśnięty z głodu.  (;-))

A więc przechodząc do postnego sedna...
Kuchnia kociewska jest jedną z najuboższych kuchni regionalnych. Mieszkańcy tego malowniczego regionu (na pograniczu województwa pomorskiego i kujawsko-pomorskiego) nie byli bogaci i żywili się tym, co sami wyhodowali. Mięso na stołach gościło rzadko, najczęściej robiło się zupy, eintopfy i dania z bulwami. Jedną z takich ekonomicznych potraw był właśnie ślepy śledź, czyli śledź w śmietanie bez… śledzia- potocznie nazywany też KATOLIKIEM!



Składniki

  • cebula
  • jabłko
  • śmietana
  • szczypiorek
  • ocet, gdy śmietana nie jest kwaśna
  • pieprz i sól


Przygotowanie

Cebulę pokroić, włożyć do miski i posypać solą. Dodać pokrojone jabłko. Dodać do tego gęstą kwaśną śmietanę, ale jeśli mamy inną, możemy dodać trochę octu. Dodajemy pokrojony szczypiorek i pieprzymy do smaku. Podajemy na bulwach. Jeśli nam mało, zawsze możemy dodać marynowanego lub solonego śledzia, ale wtedy to już nie będzie ślepy (katolicki) śledź ;-)
 
Smacznego!

Żródło przepisu: szopska-salata.blogspot.com

Nasz redakcyjny xsiądz radzi, a raczej nakazuje, aby po zjedzeniu powyższej potrawy popić ją koniecznie szklanką przegotowanej wody- niegazowanej, oczywiście bez żadnych dodatków "słodzących" ani chemicznych. W końcu postna tradycja zobowiązuje...

Alleluja i do stołu! (;-))

środa, 11 lutego 2015

Pierwszy utwór muzyczny w kosmosie

en.wikipedia.org
Jak udało nam się dowiedzieć z wiarygodnych źródeł, pierwszym utworem muzycznym, który zabrzmiał w przestrzeni kosmicznej, dzięki astronautom z pojazdu "Gemini" (Tom Stafford i Wally Schirra), była kompozycja kojarzona z okresem gwiazdkowym- "Jingle Bells", która  została skomponowana przez Jamesa Pierponta, nomen omen organistę w Kościele Unitariańskim w Savannah...


On December 16, 1965, while in orbit above planet Earth, the crew of Gemini 6 added another milestone to their already historic mission.

Astronauts Wally Schirra and Thomas Stafford reported sighting an object, a satellite, in a "polar orbit...traveling North to South."



"Stand by, he's trying to signal something," reported Schirra. 

The next thing heard at Mission Control was a rendition of Jingle Bells performed by the astronauts using instruments which they had smuggled onboard.

The story is well known. The harmonica and string of bells are now housed at The Smithsonian, and the incident is believed to be the first time human beings ever played music in outer space.

But no recording of the song has ever been made available. Until now.

I've been looking all over the Internet for this recording for more than a year with no success. So I started asking for help.

KUOW reporter Phyllis Fletcher pointed me toward NASA's Media Resource Center in Houston Texas.

After digging around their Web site and calling the phone tree at Johnson Space Center, I eventually reached Librarian Jody Russell. Her contacts in the Audio Department pointed me to the online archive for the entire Gemini 6 and 7 joint mission.

They narrowed it down to 8 audio files for me, which covered about 33 hours of the mission. They also provided me with links to mission transcripts that I could use as reference to find the song.

The message from NASA ended with "...it's in there somewhere." 

And it was.

Enjoy!

Kwakrzy

Ciekawy artykuł ze strony "Kwakrzy", mającej na celu przybliżenie działalności ruchu kwakierskiego w Polsce.

Symbol ruchu kwakierskiego
W pierwszej notatce nie zamierzam wytłumaczyć wszystkich pojęć i zagadnień związanych w kwakrami. Chciałbym tylko zarysować pewien obraz Towarzystwa Przyjaciół oraz ukazać jakieś słowa kluczowe. Na wstępie zaznaczam, że nie zamierzam prowadzić teologicznych rozważań, ponieważ nie mam ku temu ani zdolności, ani większych chęci (być może znajdzie się jakiś chętny). Chcę analizować i pokazywać jak obecnie wygląda ruch kwakierski na świecie, przedstawić jego historię oraz powiązania z Polską. Być może dzięki stworzeniu takiej bazy oraz punktu zbiorczego w internecie, będzie możliwe rozpoczęcie jakichś wspólnych działań nie tylko tych wirtualnych. 

Słowa kwakier, kwakierka, kwakryzm, kwakrowie, kwakrzy są dla większości Polek i Polaków zagadką. Często pierwszymi skojarzeniami (o ile jakiekolwiek będą) będzie wyobrażenie kobiety czy mężczyzny ubranego w XIX wieczne czarno-białe stroje, jadących bryczką z gromadką dzieci. Kwakrów myli się z amiszami, mormonami, menonitami. Taki obraz nie ma nic wspólnego ze współczesnym kwakryzmem. 

W krajach, w których Towarzystwo Przyjaciół (jest to oficjalna nazwa ruchu) prowadzi aktywną działalność, jest ono utożsamiane przede wszystkim ze sprzeciwem przeciwko wojnie, oraz  pracą na rzecz pokoju i sprawiedliwości społecznej. Istotny jest też wkład kwakrów w reformę więziennictwa (Elizabeth Fry), zniesienie niewolnictwa oraz ruch na rzecz równouprawnienia kobiet. Ludzie z poza Towarzystwa mogą też wiedzieć, że kwakrzy (przynajmniej część z nich) modlą się w ciszy i nie posiadają kapłanów. 

Kwakrowie rozpoczęli swoją działalność jako ruch w północno-wschodniej Anglii w roku 1652. Za założyciela kwakryzmu  można uznać Georga Foxa. Poprzez misje, migracje obecnie na świecie, żyje 340,000 kwakrów (najwięcej w Kenii, USA i Wlk Brytanii).  Pomimo niewielkiej globalnie liczby, kwakrowie są grupą podzieloną. Obecnie wyróżnia się trzy tradycje kwakryzmu: Ewangeliczni, Konserwatywni oraz Liberalni (dominują w Europie). Jednakże pomimo podziałów, zachowuje się wspólne filary (o których będę pisał w późniejszych wpisach) oraz organizacja parasolowe o charakterze światowym. 

Towarzystwo Przyjaciół nie ma w zasadzie swoich dogmatów. Nie mniej istnieją pewne wartości, które są dla kwakrów niezwykle ważne. Na stronie (obecnie niedziałającej) poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół użyto słowa świadectwa, za angielskim testimonies. Najbardziej powszechnymi świadectwami, dla kwakrów na całym świecie są :  pokój, prawda, prostota, równość. Oczywiście różne grupy i Spotkania Roczne przyjmują różne listy świadectw. Nie mniej te cztery przeze mnie wymienione są tymi, które występują praktycznie zawsze. Dla kwakrów bardzo ważne jest działanie, oparte właśnie na tych wartościach. Stąd np zaangażowanie w ruch pacyfistyczny, abolicjonistyczny.  Wiele organizacji pozarządowych zostało założonych przy współpracy z kwakrami, wymienić chociażby trzeba Amnesty International, Oxfam, Greenpeace. 

Istnieje również sprawa, która być może jest kluczowa. Czy kwakrzy są Chrześcijanami? I tak i nie. Na pewno korzenie Towarzystwa Przyjaciół tkwią w Chrześcijaństwie. Nie mniej Liberalni Kwakrowie (oraz część Konserwatywnych) przyjmuje do swojego grono osoby, które nie określają się mianem Chrześcijan. Jest to konsekwencja właśnie braku dogmatów. Sprawa te jest kontrowersyjna i często debatowana w różnych gremiach. 
Na zakończenie żeby nie być gołosłownych podaję takie słowa-klucze, skojarzenia związane z kwakrami - nabożeństwa w ciszy, brak kapłanów, brak dogmatów, świadectwa pokoju, prawdy, równości i prostoty, pacyfizm, zaangażowanie społeczne. 




Świadectwa Kwakrów

Świadectwa to – obok nabożeństwa milczenia i „nabożeństwa administracyjnego” – jeden z trzech filarów, na których opiera się religia kwakierska. Ich nazwa oznacza akt dawania przez nas naszym postępowaniem świadectwa doświadczanej przez nas w sercu i różnie przejawiającej się Prawdzie. Nie są to jednak ani przykazania, ani dogmaty, w które trzeba wierzyć, żeby móc się nazwać przyjacielem; lepiej jest patrzeć na nie przez pryzmat innego ważnego dla kwakrów pojęcia, troski. (Troska to wcale nie jest w języku polskim idealny odpowiednik angielskiego słowa concern, ale chwilowo nie mamy lepszego. Po niemiecku kwakrzy mówią na to Anliegen.)
Troska w sensie kwakierskim to głębokie przekonanie, że zostało się obarczonym przez Boga pewnym obowiązkiem czy odpowiedzialnością za zajęcie się jakimś problemem społecznym. Można mieć na przykład poczucie, że należy coś zrobić z faktem, że biedni śpią na ulicy. Zwykle „wypróbowujemy” takie troski, przedkładając je spotkaniu, a w efekcie często to całe spotkanie podejmuje działania.
Świadectwa to jakby troski wyższego rzędu – obecne wśród kwakrów powszechnie i przez cały czas, wciąż od nowa podnoszone przez Ducha i zawsze akceptowane przez spotkania. Co jednak nie oznacza, że świadectwa się nie zmieniają, bo Bóg objawia nam wciąż nowe ich konsekwencje. Równość (to jest fundamentalna równość wszystkich istot ludzkich) jest świadectwem od początku istnienia ruchu kwakierskiego, ale dopiero w czasach wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych przyjaciele zaczęli masowo potępiać niewolnictwo jako moralnie złe.
Poza tym mimo ogromnej wagi świadectw nie ma takiej ich listy, którą akceptują wszyscy kwakrzy na świecie. Cztery świadectwa najbardziej kluczowe i uznawane przez całe Towarzystwo Przyjaciół to prawda (czasem pod trochę inną nazwą), pokój, prostota i równość, ale większość grup kwakierskich ma ich więcej. Na liście sporządzonej przez polskich kwakrów znalazły się również uczciwość, powiernictwo, umiarkowanie, społeczność, poszanowanie dla życia i tolerancja. Choć nie akceptowane jednomyślnie przez wszystkich, wszystkie one są obecne w Towarzystwie.
Świadectwa prowadzą bezpośrednio do działania. Istnieją organizacje kwakierskie, które działają na rzecz świadectw w imieniu wszystkich przyjaciół przy rządzie Stanów Zjednoczonych, przy ONZ (w Nowym Jorku i w Genewie) i przy instytucjach Unii Europejskiej. Są też kwakierskie instytucje charytatywne, takie jak American Friends Service Committee w Stanach Zjednoczonych czy Quäkerhilfe w Niemczech. Ponadto przyjaciele współzakładali wiele organizacji wprawdzie nie kwakierskich, ale służących wprowadzaniu w życie naszych świadectw, na przykład Amnesty International, Greenpeace czy Oxfam.

Prawda
Prawda to dla przyjaciół dość złożone pojęcie. Czasem słowo to oznacza Boga, kiedy indziej – wypływającą z modlitwy pewność albo życie na sposób kwakierski. Zakorzenione jest w swoim (angielskim) sensie siedemnastowiecznym, w którym oznacza raczej rzeczywistość czy stan faktyczny (a nie czysto językową prawdę w odróżnieniu od kłamstwa). To z szacunku dla prawdy pierwsi kwakrzy postępowali czasami w sposób, który inni postrzegali jako dziwaczny, a nawet prowokacyjny. Dawanie świadectwa prawdzie wiązało się dla nich z odbywaniem powszechnie dostępnych nabożeństw, mimo grożących za to kar, i z głoszeniem publicznie nauki kwakierskiej, za co wielu przyjaciół szło do więzienia. Gdańska grupa kwakrów była w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych siedemnastego wieku ostro prześladowana przez władze miasta właśnie za organizowanie spotkań i głoszenie kazań, mimo interwencji George’a Foxa i Williama Penna, założyciela kwakierskiej Pensylwanii, u króla Jana III Sobieskiego. Niektórzy z nich spędzili lata w kajdanach, o chlebie i wodzie.
Kierując się poszanowaniem dla prawdy, przyjaciele od początku odmawiali składania przysiąg (praktykę tę potępiał już pogański filozof stoicki Epiktet). Uważali przysięganie za znak, że ma się dwa różne standardy prawdomówności (ten normalny i ten pod przysięgą), podczas gdy sami oczywiście wierzyli, że prawdę należy mówić zawsze. Wybitna kwakierka i współzałożycielka naszej religii Margaret Fell została wtrącona do więzienia i straciła cały majątek, ponieważ nie zgodziła się złożyć przysięgi na wierność królowi Anglii.
Niezrozumienie wielu religii i związane z nimi uprzedzenia, zwłaszcza te żywione przez niektórych monoteistów, odchodzą w przeszłość bardzo powoli. W związku z tym szczególny aspekt prawdy, któremu polscy kwakrzy-uniwersaliści dają świadectwo jako grupa, to zasadność tak wyznawania wszystkich religii, jako wynikających z duchowej natury człowieka, jak i oddawania czci wszelkim bóstwom (buddom, bodisatwom itp.)
Inna, wyjątkowo aktualna strona prawdy to to, co można by ogólnie nazwać duchowością. Przyjaciele od zawsze dają świadectwo temu, że Duch to coś bardziej realnego i bardziej żywego niż wszelkie sprawy materialne i doczesne. Tymczasem żyjemy w czasach, kiedy płytkie pojmowanie nauki i religii w połączeniu z ogólnym spłyceniem życia sprawia, że wielu ludziom Bóg wydaje się czymś nierzeczywistym albo pustym słowem. Tym ważniejsze, żeby ci, którzy są świadomi Ducha i wymagań, jakie on stawia, którzy pragną tym wymaganiom sprostać, dawali mu żywe świadectwo.

Równość
Kwakrzy uważają, że każdy, niezależnie od wieku, płci, rasy, narodowości, stopnia zamożności, statusu społecznego i wykształcenia ma możliwość nawiązania bezpośredniego kontaktu z Bogiem. Duch w swojej miłości ma nas wszystkich za równych sobie. A skoro tak, to w tym szczególnym, bardzo istotnym sensie powinniśmy wszystkich ludzi cenić jednakowo: w każdym człowieku obecne jest „to, co z Boga” – Boża Obecność, Iskra, Światło, Ziarno. Dla przyjaciół uświadomienie sobie tej prawdy od początku oznaczało uznanie równości płci i ras. W Anglii i koloniach angielskich pociągało za sobą odrzucenie przywilejów opartych na zamożności i klasie społecznej. W Japonii i Kenii, gdzie kobieta była postrzegana przez miejscową kulturę niemal jak przedmiot, owocowało zakładaniem przez kwakrów szkół dla dziewcząt. Stanowiło też i dalej stanowi podstawę sprzeciwu wobec niewolnictwa i kary śmierci, a także ogólnie podstawę dla działalności na rzecz praw człowieka.
To uświadomienie sobie równości wszystkich ludzi pociąga również za sobą, zwłaszcza w naszej polskiej uniwersalistycznej tradycji kwakierstwa, konieczność zastanowienia się nad położeniem zwierząt, które, choć nie są nam równe, są przecież z człowiekiem porównywalne i zasługują w związku z tym na pewne prawa.

Pokój
Z takiego też pojmowania Ducha i człowieka bierze się świadectwo pokoju. Jak może jedno dziecko Boga z rozmysłem zabić drugie, które może przecież jeszcze kiedyś otworzyć innym drzwi do Prawdy, nawet jeśli wszystko wskazuje na to, że w danej chwili bardzo się myli? Kierując się tego rodzaju rozumowaniem, mamy w Towarzystwie Przyjaciół długą tradycję sprzeciwu wobec wojny i wszelkich do niej przygotowań. W czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych wielu kwakrów zostało przez swoje spotkania „wydziedziczonych” za udział w walkach. W późniejszych czasach przyjaciele działali na rzecz ustanowienia prawa do niesłużenia w wojsku ze względów sumienia i w niektórych krajach (na przykład w Korei Południowej) pracują nad tym do dziś. W czasie II Wojny Światowej niektórzy kwakrzy z krajów alianckich poszli na wojnę, powodowani przekonaniem, że totalitaryzm hitlerowski i faszystowski to straszne zło; inni odmówili. (W Niemczech przyjaciele służyli zwykle w korpusie medycznym.) Dziś niektórzy z nas pracują nad tym, żeby położyć kres nie tylko poborowi do wojska osób, ale i ich pieniędzy, to znaczy nad tym, żeby zamiast na armię, można było przeznaczyć część podatku na działania pokojowe, zażegnywanie konfliktów itp. Rządy nie zawsze respektują prawo do niesłużenia w wojsku ze względów sumienia; w takich wypadkach kwakrzy oferują w miarę swoich możliwości wsparcie moralne i prawne, a w razie potrzeby pomagają się utrzymać rodzinom osób aresztowanych. Nie pochwalamy przemocy w żadnych okolicznościach, ale większość z nas gotowa jest popierać takie władze państwowe, które w społeczeństwie obywatelskim utrzymują policję i stosują przymus konieczny – w sposób zgodny z prawem i dla dobra wszystkich.
Świadectwo pokoju pociąga za sobą niesienie pomocy ofiarom wojen po wszystkich stronach konfliktu; dążenie do pojednania między zwaśnionymi państwami i grupami etnicznymi; nieustające poszukiwanie pokojowego rozwiązania konfliktu w ramach takich instytucji prawnych jak porozumienia międzynarodowe i takich struktur jak Unia Europejska czy Organizacja Narodów Zjednoczonych; uparte dążenie do pokoju i sprawiedliwości społecznej poprzez indywidualne i grupowe metody mediacji i osiągania pozytywnych przemian społecznych. Na przykład mieszcząca się w Brukseli Kwakierska Rada do spraw Europejskich (Quaker Council for European Affairs, QCEA) i Biura Kwakierskie przy ONZ (Quaker United Nations Office, QUNO), mające siedziby w Genewie i Nowym Jorku, reprezentują i promują poglądy przyjaciół w samym sercu ośrodków władzy, gdzie podejmowane są polityczne, gospodarcze i wojskowe decyzje o światowym zasięgu. Nazywamy tę praktykę „mówieniem władzy Prawdy” – często prawdy niewygodnej i czy się to władzy podoba, czy nie.

Uczciwość
Słowem uczciwość oddajemy w Polsce, z braku lepszego rozwiązania, angielski termin integrity (niem. Rechtschaffenheit, franc. intégrité) Dosłownym i dość precyzyjnym odpowiednikiem byłaby prawość, na którą zabrakło nam na razie językowej odwagi. Pierwotnie i najbardziej dosłownie integrity oznacza całość, kompletność, nienaruszoność. Stąd bierze się znaczenie pewnej moralnej stałości, konsekwentnego trzymania się i wprowadzania w życie swoich zasad (w odróżnieniu od sytuacji niekonsekwentnego rozbicia, w której człowiek ulega impulsom z tymi zasadami niezgodnym albo postępuje chaotycznie.)
Uczciwość to cnota, za którą kwakrów nieraz chwalono. Dobrze jest być uczciwym człowiekiem, ale wątpię, czy da się to osiągnąć wysiłkiem woli albo stosowaniem się do takich czy innych zasad […] Uczciwość oznacza, że można polegać na czyjejś reakcji na całość sytuacji; jej przeciwieństwo polega na tym, że człowiekiem powodują oportunistyczne lub egoistyczne pobudki, które naruszają jedność i kompletność jego osoby. Ta możność polegania na danej osobie to nie to samo co świadomość, że ten ktoś niezależnie od okoliczności okaże życzliwość albo powie prawdę. Uczciwość pewnych znanych mi kwakrów holenderskich przejawiała się w czasie wojny w tym, że byli gotowi kłamać, żeby ocalić przed Gestapo i śmiercią głodową swoich żydowskich przyjaciół.
– Kenneth C. Barnes, 1972, cytat z Wiary i praktyki kwakrów Brytyjskiego Spotkania Rocznego (1995)
Uczciwość przejawia się również w tym, jak przyjaciele prowadzą interesy. Towarzystwo Przyjaciół oczekuje po nas, że będziemy sumiennie spłacać uczciwie zaciągnięte długi i dbać o powierzone nam pieniądze i rzeczy. Kwakrzy uważają, żeby nie oszukiwać i nie wykorzystywać swoich klientów, pracodawców i pracowników ani innych osób. Jako jedni z pierwszych zaczęli opatrywać sprzedawane przez siebie towary z góry ustaloną ceną, zamiast się z każdym osobno targować.

Prostota
Dobrze zdajemy sobie sprawę z istnienia wielu rzeczy doczesnych, które odciągają uwagę człowieka od Prawdy, takich jak dążenie do bogacenia się, władzy czy przyjemności, przesadny (i dosadny) język, ekstrawagancki strój i zachowanie czy przywiązywanie za dużej wagi do spraw organizacyjnych i wszelkiej praktycznej działalności, także tej idealistycznie umotywowanej i służącej czemuś dobremu. Tymczasem do Prawdy dochodzi się zwykle, czekając w ciszy i skupieniu, aż w sercu da się słyszeć podszept Ducha, i poprzez prostotę umysłu, która wie dobrze, że to nie my sprawujemy władzę nad naszym światem, tylko Duch Boży właśnie.
A zatem w swoim aspekcie wewnętrznym, psychicznym świadectwo prostoty oznacza, że staramy się skupić na tym, co istotne i wieczne, bez rozpraszania się na to, co ulotne i trywialne. Jest to akt nie pokuty, tylko radosnego skupienia energii umysłu na źródle, z którego płynie bogate życie duchowe i prawdziwa satysfakcja.
W aspekcie zewnętrznym prostota kwakierska wyraża się między innymi poprzez zgodną z prawdą, niewulgarną i pozbawioną zbędnych ozdobników mowę i przez noszenie praktycznych, nieostentacyjnych ubrań (które mogą oczywiście odznaczać się pewną spokojną elegancją).
Społeczeństwo, w którym środki masowego przekazu, telekomunikacja i technologie informacyjne stają się wszechobecne, w którym uparcie i przez cały czas zasypują nas wiadomości, reklamy, nachalne telefony i SMS-y, nie sprzyja okresom ciszy i skupienia niezbędnym do dłuższej kontemplacji i rozwoju duchowego. W tej sytuacji jednostki i rodziny muszą szukać sposobów uchronienia się przed tym nadmiarem informacyjnym bez odcinania się przy tym od świata. To też można pojmować jako rodzaj prostoty, takie komunikacyjne nieskomplikowanie, dzięki któremu jest w życiu miejsce na ciszę.
Świadectwo prostoty przechodzi płynnie w następne, świadectwo powiernictwa z jego troską o środowisko naturalne i właściwe korzystanie z jego zasobów i z dóbr w ogóle. Destrukcyjną dla przyrody gospodarkę opartą na zachłanności, marnotrawstwie i sztucznie rozbudzanych potrzebach konsumenckich widzimy jako fundamentalne pogwałcenie zasady prostoty.


Powiernictwo
Na poziomie jednostki powiernictwo znaczy, że nikt nie posiada niczego na własność na mocy absolutnego prawa moralnego, nawet jeśli zdobył to uczciwie własnym wysiłkiem; rzeczy są nam jedynie powierzane, przekazywane po to, żebyśmy ich mogli używać, w takim czy innym sensie, dla dobra wszystkich.
W osiąganiu dochodu, czy to z pracy, czy z inwestycji, przyjaciele powinni kierować się naczelną zasadą dobra innych ludzi i całej społeczności, nie tylko własnego czy ich własnej rodziny. Powinni zachowywać całkowitą uczciwość i prawdomówność przy prowadzeniu interesów, także wtedy, kiedy mogą ponieść przez to straty; nie powinni produkować szkodliwych towarów ani nimi handlować; powinni strzec się, by nie osiągać niezasłużonych zysków kosztem społeczności. Inwestując pieniądze, powinni zwrócić uwagę nie tylko na oprocentowanie i bezpieczeństwo inwestycji, ale przede wszystkim na to, w jaki sposób inwestycja przynosi dochód i jaki może mieć wpływ na dobro powszechne – na społeczeństwo i środowisko, w kraju i za granicą. Wydając pieniądze, powinni zastanowić się, jak taki wydatek wpływa na społeczeństwo i czy poczynienie go przez nich i ich rodzinę służy wspólnemu dobru. Powinni też zastanowić się, czy zachodzi odpowiednia zależność pomiędzy pracą włożoną w wyprodukowanie rzeczy, które kupują, a faktycznym z nich pożytkiem i satysfakcją płynącą z korzystania z nich.
– cytat z Wiary i praktyki kwakrów Brytyjskiego Spotkania Rocznego (1995)
Zbiorowe powiernictwo ludzkości nad Ziemią to inny aspekt tej samej sprawy. Jako na gatunku dominującym na naszej planecie, obdarzonym przy tym zdolnością przewidywania i zdolnym uświadomić sobie, w jakim stanie jest nasze środowisko, spoczywa na nas szczególna odpowiedzialność dbania o cały świat. Ta odpowiedzialność jest tym większa, kiedy to my jako gatunek jesteśmy podstawową przyczyną wymierania innych gatunków, czy to przez polowania i połowy, niszczenie szkodników, zanieczyszczenie, czy przez niszczenie środowiska spowodowane wzrostem liczby ludności. Jest to odpowiedzialność wobec Ducha przejawionego w Naturze, wobec innych gatunków, które też przecież mają prawo do życia, i przed przyszłymi pokoleniami ludzkimi.

Umiarkowanie
Pewne substancje i czynności, takie jak na przykład alkohol, tytoń czy hazard, są uzależniające, a potencjalnie upadlające i szkodliwe. Jeśli przyjaciele w ogóle po nie sięgają, powinni to robić z ogromnym umiarem. Religijne Towarzystwo Przyjaciół zdecydowanie odradzało palenie już w roku 1691, a z zagrożeń związanych z nadużywaniem alkoholu jego członkowie zdawali sobie sprawę od samego początku. Nie znaczy to, że od kwakrów zawsze wymagano całkowitej abstynencji. Ostatecznie Jezus i Sokrates, żeby podać tylko dwa przykłady, regularnie spożywali alkohol bez żadnych oznak moralnej degradacji. Z drugiej strony alkoholizm to poważna i tragiczna w skutkach choroba, która niszczy ludzi i całe rodziny, a prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu jest jedną z ważniejszych przyczyn śmiertelnych wypadków na drogach.
Dzisiaj zagrożenia związane z paleniem są oczywiste i potwierdzone wieloma badaniami; lepiej też zdajemy sobie sprawę z tego, na co narażone są osoby z otoczenia palaczy. Ponadto nałóg ten pociąga za sobą znaczne wydatki, przede wszystkim u ludzi biednych, którzy w krajach trzeciego świata palą coraz więcej, nadszarpując budżety rodzin, które nie mogą sobie przez to pozwolić na lepszą żywność, opiekę zdrowotną i edukację.
Inne tak zwane „narkotyki” bywają mniej lub bardziej niebezpieczne i uzależniające, ale jest jasne, że te najgorsze, takie jak heroina i kokaina, niszczą życie i zdrowie, rodziny i całe społeczności i należy je uznać za poważne zagrożenie dla ludzkiej godności. Do uzależnienia mogą przy tym prowadzić nie tylko substancje, ale też pewne zachowania, takie jak przejadanie się, obsesyjne granie w gry komputerowe, kompulsywne robienie zakupów, praca, hazard.
Hazard, nawet w postaci totalizatora czy innej loterii, przedstawia sobą zagrożenie dla jednostki i społeczności. Często uzależnia, przynosząc nieszczęście rodzinie hazardzisty. Z kolei społeczności szkodzi, promując nierealistyczne pragnienie szybkiego wzbogacenia się małym kosztem, które umacnia niezdrową mentalność materialistyczną. Uprawianie hazardu wymaga dużych nakładów czasu i uwagi, a takie życie nie jest zgodne z naszymi świadectwami prostoty i uczciwości.
– cytat z Wiary i praktyki kwakrów Filadelfijskiego Spotkania Rocznego (1997)
Niech wszyscy przyjaciele regularnie sprawdzają, czy nie pojawiły się u nich oznaki uzależnienia albo zachowania kompulsywnego, a także zwracają uwagę na to, czy ich rozrywki i przyjemności nie wyrządzają krzywdy im samym ani nikomu innemu. Z drugiej strony – niech podchodzą ze zrozumieniem do osób uzależnionych i starają się im w miarę możliwości pomagać, nie okazując przy tym moralizatorskiego potępienia, z którego i tak nie ma żadnego pożytku.

Społeczność
Jako jednakowo ukochane dzieci Ducha Bożego wszystkie istoty ludzkie są braćmi i siostrami. Niezależnie od wszelkich różnic między nami – a różnimy się pod względem doświadczenia, kultury, wieku, pojmowania świata – jesteśmy wszyscy jedną rodziną. Jako przyjaciele przekonaliśmy się w praktyce, że Światło może rozbłysnąć nie tylko w pojedynczym ludzkim sercu, ale i w skupionej grupie, jednocząc ją i czyniąc z niej wspólnotę wiary, sumienia, doświadczenia. Za jedno ze stojących przed nami zadań uważamy budowanie wspólnoty obejmującej cały świat, budowanie jej poprzez dostrzeganie w każdym człowieku boskiego potencjału – czy go nazwiemy Ziarnem, Iskrą Bożą czy Wewnętrznym Światłem – i poprzez dawanie świadectwa jego obecności. Wszyscy ludzie muszą nauczyć się widzieć i umacniać w sobie nawzajem to, co w nich najlepsze, czy, jak to ujął George Fox, „to, co jest w każdym człowieku z Boga”. Przyjaciele uważają, że kiedy istoty ludzkie żyją w takiej społeczności, dają świadectwo wszechmocnej, współczującej i kochającej rzeczywistości duchowej, której doświadczają.
Świat cały czas się kurczy dzięki rozwojowi komunikacji, a jednocześnie pokrywa się coraz gęstszą siecią wzajemnych powiązań społecznych, gospodarczych i politycznych. Coraz bardziej oczywisty staje się też fakt, że tak naprawdę jesteśmy obywatelami społeczeństwa światowego, i coraz pilniejsza jest potrzeba brania tego przez nas pod uwagę na każdym kroku, bo tylko to pozwala rozwiązywać te problemy, które wykraczają poza granice wszelkich mniejszych społeczności, w tym państw.
W jeszcze szerszym sensie, w świecie zdominowanym przez człowieka świadectwo społeczności sugeruje, że powinniśmy obejmować miłością i troską wszystkie żywe stworzenia współtworzące ekosystem, którego jesteśmy częścią, nie tylko ludzi.

Poszanowanie dla życia
Wspomnianą powyżej potrzebę poszerzenia naszej ludzkiej miłości, współczucia i troski o zwierzęta przyjaciele zaczęli sobie uświadamiać stosunkowo niedawno. Było to możliwe dzięki wpływom buddyjskim i indyjskim (na przykład przez osobę bardzo przez kwakrów szanowanego Gandhiego), a od strony chrześcijaństwa dzięki takim postaciom jak Albert Schweitzer i Lew Tołstoj. Biologicznie rzecz biorąc zwierzęta są w całkiem dosłownym sensie naszymi kuzynami. Mają zdolność cierpienia, a w wielu przypadkach także współcierpienia, kiedy widzą ból i śmierć innych stworzeń swojego gatunku. Wiele zwierząt przejawia troskę o potomstwo i przywiązanie do partnera, cierpiąc, kiedy się je rozdziela z rodziną. Już w osiemnastym wieku kwakier John Woolman pisał, że jego zdaniem prawdziwa religia wymaga od nas nauczenia się, że powinniśmy
…okazywać rzeczywistą sprawiedliwość i dobroć nie tylko ludziom, ale i bezrozumnemu stworzeniu; że ta sama zasada, która skłania umysł, by kochał Boga jako byt niewidzialny i niepojęty, skłania go również, żeby Boga kochał we wszystkich jego przejawieniach w widzialnym świecie; że skoro to Jego oddech rozpala płomień życia w każdym żywym i czującym stworzeniu, jest zupełną niekonsekwencją mówić, że się kocha Boga […] i zarazem wyrządzać okrucieństwo najmniejszemu choćby stworzeniu.
Większość z nas ma dzisiaj dostęp do supermarketów, w których przez cały rok można kupić liczne i różnorodne produkty wegetariańskie, dzięki którym mięso nie jest niezbędne dla zdrowia – wręcz przeciwnie, produkty mięsne są raczej niezdrowe. Nie ma więc powodu, żebyśmy, kierując się praktyczną troską o dobro zwierząt, nie powstrzymywali się od jedzenia mięsa i innych, podobnych praktyk, takich jak używanie skóry, futer i jedwabiu w sytuacji, gdy powszechnie dostępnych jest tyle substancji, którymi można je zastąpić.
Wynika to zresztą po części ze świadectwa prostoty, bo konsumpcja mięsa, futer, skóry i jedwabiu nie jest niezbędna do prowadzenia dobrego życia. Jest to raczej pozostałość po niedostatecznie przemyślanych przez nas zwyczajach epoki bardziej prymitywnej niż nasza, ewentualnie egoistyczne zachowanie kogoś, kto nie dba o to, ile sprawia bólu, arbitralnie ignorując zdolność zwierząt do cierpienia i wartość ich życia samego w sobie.
Wegetarianizm ma też w sobie pewne aspekty powiernictwa. Badania pokazują, że dobrze pomyślana dieta wegetariańska wyraźnie służy zdrowiu i długowieczności, a więc odpowiedzialnemu dbaniu o organizm jako o wartościowe narzędzie, użyteczne dla nas samych i dla innych ludzi. Od strony ekologii warto pamiętać, że produkcja mięsa oznacza około dziesięciokrotnie większe zużycie substancji roślinnej (na wagę) niż przeznaczenie jej po prostu na żywność wegetariańską – przy czym w zamożniejszych krajach ta „substancja roślinna” to bardzo często zboża nadające się bezpośrednio do spożycia przez ludzi. Wypasanie bydła odbywa się dzisiaj często kosztem wycinania lasów tropikalnych, które tracimy w ten sposób na zawsze, przy czym uzyskane w ten sposób tereny pastwiskowe szybko tracą urodzajność i wszelką użyteczność. Jednocześnie połowy szybko zmniejszają liczebność tych gatunków ryb, na które jest popyt, spychając je na skraj wymarcia.
Można też rozumieć wegetarianizm jako wypływający ze świadectwa pokoju:
Skoro słuszne jest okazywanie miłości i współczucia ludziom, musi być słuszne także objęcie tą miłością i współczuciem zwierząt, których strach i ból tak bardzo przypominają strach i ból człowieka. Zwierzęta nie mówią, ale kiedy się boją, widzimy to przecież w ich oczach i zachowaniu. Wegetarianizm to dla mnie naturalny kolejny krok po pacyfizmie i kwakierstwie.
– Vera Haley, 1988, cytat z Wiary i praktyki kwakrów Brytyjskiego Spotkania Rocznego (1995)
Istotne są też warunki, w których trzyma się zwierzęta przy produkcji żywności (nie tylko mięsa, ale też jajek i nabiału), a także warunki życia zwierząt wykorzystywanych do eksperymentów biologicznych i medycznych. Nie chcemy tu sugerować, że wszelkie doświadczenia na zwierzętach, w tym wymagające wiwisekcji, są bezwzględnie złe; pewne eksperymenty tego rodzaju oddały ogromne usługi nauce i medycynie. Jednak nie ulega wątpliwości, że na osobach i instytucjach, które je przeprowadzają, spoczywa odpowiedzialność za wykazanie, że są one rzeczywiście konieczne; należy też stosować metody tak humanitarne, jak tylko się da. Nic nie usprawiedliwia takich praktyk jak testowanie nowych kosmetyków, które ostatecznie niezbędne nie są, przez zakraplanie nimi oczu królikom.

Tolerancja
Przyjaciele od początku interesowali się problemem tolerancji i jej braku, bo często sami się z nietolerancją spotykali. Ale niezależnie od tego tolerancję zakładają kwakierskie świadectwa równości i społeczności. Tam, gdzie wierzenia religijne nie wywierają złego wpływu na traktowanie innych ludzi i istot, wybór w ich sprawie powinien należeć do jednostki i jej sumienia, nic bowiem nie jest tak intymne i tak kluczowe dla ludzkiej osobowości jak religia. A zatem wszyscy w społeczeństwie powinni być traktowani tak samo bez względu na przynależność do społeczności religijnych. Usunięcie sztucznych barier i uprzedzeń z tym związanych pozwala każdemu zająć swoje miejsce w społeczeństwie. Jako kwakrzy od dawna staramy się te bariery i uprzedzenia usuwać i bierzemy czynny udział w dialogu między religiami i projektach współpracy międzyreligijnej. Widzimy dużo dobrego w obecności w społeczeństwie wielu różnorodnych tradycji religijnych i praktyk duchowych, przy czym dotyczy to zwłaszcza przyjaciół-uniwersalistów.

Wolność?
Wolność jako taka nie jest świadectwem przyjaciół. Można by powiedzieć, że są po temu dwa powody. Po pierwsze – zakładamy, że w najbardziej fundamentalnym sensie tego słowa jesteśmy po prostu wolni: każdy człowiek może postępować w zgodzie ze swoim sumieniem i boskimi podszeptami, nawet w najbardziej nietolerancyjnym i skłonnym do uprzedzeń społeczeństwie, nawet jeśli przeciwko wolności stają zgodnie policja, sądy, więzienia i biurokracja. George Fox nie pytał o pozwolenie króla, księży ani urzędników, tylko robił to, co uważał za słuszne. Po drugie – ważne są nie te swobody, które pozwalają nam robić to, na co mamy ochotę, tylko te, które umożliwiają nam robienie w życiu tego, co nakazuje sumienie. Innymi słowy wolność podporządkowana jest w naszym rozumieniu temu, żebyśmy wszyscy mogli łatwiej wypełniać swój moralny obowiązek i służyć innym.
Jednocześnie kierowanie się w życiu świadectwami często sprawia, że w efekcie pracujemy na rzecz wolności. Najwyraźniej widać to od strony równości, przez wzgląd na którą dawaliśmy i dajemy świadectwo przeciwko niewolnictwu i nierównemu traktowaniu płci. Także tolerancja pociąga za sobą wolność, wolność wyboru i praktykowania religii, a bardziej ogólnie – uznanie wolności sumienia w takich sprawach jak służba wojskowa czy aborcja. Kwakrzy zawsze dostrzegali moralną wartość obywatelskiego nieposłuszeństwa, na długo przed tym, jak Thoreau ten termin ukuł, a Gandhi i Martin Luther King zastosowali go w praktyce.


Strony polskich kwakrów:

Kwakrzy w Warszawie
Kwakrzy konserwatywni z Torunia
Kongregacja liberalno-uniwersalistyczna z Poznania

niedziela, 8 lutego 2015

Unitariański Kościół Siedmiogrodu- Trocko

Unitariański Kościół Siedmiogrodu (oryginalna nazwa: Erdélyi Unitárius Egyház, angielska: The Unitarian Church of Transylvania) -- jeden z kościołów protestanckich w Rumunii, zrzeszający ok. 80 000 wiernych pochodzenia węgierskiego, głównie rolników i mieszkańców miast (co sprawia, że Siedmiogród jest największym skupiskiem unitarian w Europie i drugim na świecie). Należy do ICUU (Międzynarodowej Rady Unitarian i Uniwersalistów).
Zarząd i administracja Kościoła wygląda podobnie jak w węgierskim odpowiedniku. Kościół dzieli się na 125 parafii gdzie urzędują duchowni i 50 wspólnot (filiałów), zrzeszonych w 5 dystryktów. Siedziba znajduje się Kolozsvár.


Siedmiogrodzka Seklerszczyzna to dziś największe skupisko Unitarian na kontynencie europejskim i drugie (po USA) na świecie. Nowożytny unitarianizm rozpropagował w Królestwie Węgierskim kalwiński pastor Ferenc Dávid, który od 1555 roku pełnił funkcję biskupa Transylwanii. W roku 1564 został kaznodzieją księcia Jana II-go Zygmunta Zapolyi (syna Izabelli Jagiellonki i Jana Zapolyi) - jedynego władcy europejskiego, który wyznawał unitarianizm. Rozkwit idei unitarianizmu zagwarantował tzw. Traktat z Tordy (rum. Turda) z 1568 roku, przyznający równouprawnienie katolicyzmowi, kalwinizmowi, luteranizmowi i unitarianizmowi. Przez historyków węgierskich dokument traktowany jest jako pierwszy dojrzały wyraz idei nowożytnej tolerancji religijnej. Warto pamiętać, że poza traktatem znalazły się - ledwie tolerowane - duże liczebnie grupy wyznawców judaizmu, prawosławia (Rumuni) i islamu. Dobrą passę dla unitarianizmu kończy objęcie siedmiogrodzkiego tronu przez zagorzałego katolika Stefana Batorego. Batory- "inkwizytor" zakazał budowy nowych gmin, zlikwidował wszystkie unitariańskie drukarnie, zabronił jakichkolwiek innowacji religijnych, wyrzucił unitarian z dworu, w końcu zakręcił kurek z centralnymi funduszami. Wtedy też rozpoczął się proces obwarowywania świątyń unitariańskich. Jednak “suche lata” dla Unitarian czasów rządów katolickich Batorych okazały się niczym przy atmosferze, jaką zrodziło przejęcie tronu przez kalwińskich Bethlenów. Unitarianom zgotowano stosy, masowe egzekucje i lata szykan.


czwartek, 5 lutego 2015

W Polsce działa katolicka milicja

Jak się okazuje w Kraju nad Wisłą działa ultrakatolicka milicja, która od pewnego czasu przyjęła/zmieniła nazwę na "rycerstwo" i nie jest związana z głównym nurtem KRK, tylko z tzw. tradycjonalistami- FSSPX, a jej zadaniem jest nawracanie wszelkiej maści odstępców od katolicyzmu.
Oto dowody naoczne znalezione specjalnie dla wszelkiej maści niedowiarków....
Tradycyjnej Obserwancji



Po zmianie nazwy...

Rycerstwo Niepokalanej


Informacja
Dnia 16 października 1917 r. wieczorem w Międzynarodowym Kolegium Franciszkańskim subdiakon Maksymilian Kolbe zwołał zebranie nowego stowarzyszenia — MILITIA IMMACULATÆ. Towarzyszyło mu sześciu młodych zakonników. „Po wstępnej modlitwie przeczytano list o. Aleksandra Basile, spowiednika Ojca św., w którym tenże oświadcza, że sprawę Milicji Niepokalanej przedstawi Namiestnikowi Chrystusowemu. Potem projekt «Programu»: cel, środki, warunki. Nad każdym z tych punktów dyskusja, a wreszcie rezolucja przez głosowanie. Długo tak radzą, a na twarzach wszystkich odbija się spokój, ufność i miłość gotowa do ofiar dla zbawienia dusz przez Niepokalaną, a zarazem troska o dobre postawienie sprawy. (…) Przewodniczącego spotkanie nie miało. Przewodniczyła figurka Niepokalanej między dwoma jarzącymi świecami” — tak pierwsze zebranie MI wspominał o. Maksymilian Kolbe. Od 1938 r. stosowano częściej nazwę RYCERSTWO NIEPOKALANEJ — pozostawiając w użyciu skrót MI.
Stowarzyszenie jest własnością Matki Bożej, jest Jej dziełem, Jej służbą, Jej we wszystkim oddane. Oznacza to również, że każdy wstępujący do tego stowarzyszenia „oddaje się Niepokalanej bez żadnych zastrzeżeń i pod każdym względem, bez żadnego wyjątku”. Oznacza to wreszcie, że „ideałem każdego z członków jest być Niepokalanej, być Jej sługą i dzieckiem, i z miłości niewolnikiem, i rzeczą, i własnością, i pod każdą, każdą nazwą, jaka tylko miłość ku Niej wymyśliła lub kiedykolwiek wymyślić zdoła… być jej pod każdym względem i to na całe życie i śmierć, i wieczność” — pisał o. Maksymilian.
Wezwanie Niepokalanej
Matka Boska Fatimska nazywa czasy współczesne epoką „decydującej bitwy”. Ofiarując Swoje Niepokalane Serce jako „ucieczkę”, daje światu środek do tego, by zwyciężyć pokusę porzucenia wiary. Bez tego środka ludzkość byłaby całkiem bezsilna wobec „diabelskiej fali przetaczającej się przez świat”. W różnych objawieniach (np. w La Salette) i w pismach świętych (np. św. Ludwik Maria Grignion de Montfort) wskazuje na środek zaradczy współczesnego kryzysu: powołam małą armię wiernych „apostołów Jezusa i Maryi”, która z moją pomocą zwycięży. Realizacja tego celu przyświecała św. Maksymilianowi gdy w 1917 r. zakładał ruch Rycerstwa Niepokalanej — Militia Immaculatæ w skrócie MI.
Wizja i nauczanie św. Maksymiliana
Święty Maksymilian Maria Kolbe, wiedziony troską o dusze ludzkie, podjął walkę z coraz aktywniejszymi wrogami Kościoła katolickiego. Wiedział, że Bóg tylko jednej Osobie obiecał, że zetrze głowę szatana. Jednej tylko Niewieście przyrzeczona została moc do pokonania wszystkich herezji, na całym świecie. Tylko Najświętsza Maryja Panna prowadzi w skuteczny sposób aż do niewątpliwego zwycięstwa. Statuty Milicji Niepokalanej już w pierwszym zdaniu pokazują naturę tej walki: „Ona zetrze głowę twoją”. Jest to pierwsza i jedyna, raz na zawsze wypowiedziana wojna nieba przeciw piekłu. Jeśli walczy Niepokalana, to walczyć też muszą jej rycerze, słudzy, niewolnicy. To Ona ma kierować ich życiem i działaniami. Święty Maksymilian nazwał założone przez siebie dzieło mianem Militia, co można przetłumaczyć jako milicja, rycerstwo, armia. Rycerz ze swej natury należy do elitarnej formacji, do gwardii przybocznej. MI występuje zawsze u boku Niepokalanej. To właśnie tym duchem walki i misją zachwyciły się w pierwszej połowie XX wieku miliony ludzi, którzy zaciągnęli się pod sztandar Niepokalanej w Polsce i na całym świecie.
Aktualność MI dziś
Założyciel Rycerstwa nie miał wątpliwości, że błędne doktryny i fałszywe religie są śmiertelną trucizną dla dusz, ponieważ zaciemniają ludzki rozum, fałszują logiczne myślenie i odcinają od źródła łaski. Rycerze, oddając się Niepokalanej jako narzędzia w Jej rękach, mieli „promieniować Niepokalaną” i wszystkimi godziwymi środkami starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków i schizmatyków. Podobnie jak sto lat temu, tak i dziś, katolik powinien być przepełniony duchem walki, w przeciwnym razie przepadnie w marazmie tego świata. A ponieważ wróg wywiera swój wpływ w niewidzialny, nieuchwytny sposób, stał się bardzo niebezpieczny. Istnieje wiele czynników, które w negatywny sposób oddziaływają na nas i naszych bliskich, a szczególnie dzieci. Zabiegi manipulacyjne stosowane w mediach, upowszechnienie agresji, wszechobecne reklamy wpływające na naszą podświadomość, promocja fałszywych ideologii lewicowych w szkołach i na uniwersytetach — są to tylko niektóre z czynników niszczących dusze ludzkie. A dusza, która słabnie otwiera się na działanie zła i staje się jego narzędziem. Sama doświadcza tego boleśnie uwikłaniem w uzależnienia, toksyczne relacje z innymi ludźmi, nieporadność wobec „bólów egzystencjalnych”.
Niepokalana jako forma
Cała nasza duchowość, nasze modlitwy i ofiary, nasze myśli, słowa obowiązki, wszelkie zakątki ludzkiego życia mogą osiągnąć doskonałość tylko wtedy, gdy zostaną rzucone w formę, którą jest Maryja, to znaczy gdy zostaną w Niej, z Nią, przez Nią i dla Niej spełnione. Jej Niepokalane Serce, Serce Pośredniczki wszelkich łask, ma się stać formą i modelem naszych serc. Niepokalana uzdalnia do skutecznego działania nasz intelekt i jako Królowa prowadzi nas pewną drogą do celu, jakim jest wieczne zwycięstwo. Jednak przychodzi Ona do naszego życia i rozpoczyna w nim dzieło przekształcania na naszą prośbę i tylko zgodnie z postanowieniem naszej woli. Tylko wtedy gdy ta decyzja istnieje można stać się rycerzem Niepokalanej. Niepokalana umacnia dusze ludzkie nadając im formę miłą Bogu. Szybko i bezpiecznie kształtuje każde ze swoich dzieci, upodabniając je do Mądrości wcielonej, Jezusa Chrystusa. Ruch MI służy szerzeniu i realizacji ideału Niepokalanej w życiu codziennym.
MI i katolicka Tradycja
W przeddzień II Soboru Watykańskiego Rycerstwo Niepokalanej liczyło cztery miliony członków w Polsce i na świecie. Zmiany, jakie dotknęły Rycerstwo po soborze, zupełnie zmieniły jego charakter. Przemilczano główny cel MI — nawracanie grzeszników, heretyków, schizmatyków, a zwłaszcza masonów. Zniknął bojowy duch, towarzyszący niegdyś zmaganiom Kościoła wojującego. Umniejszona została rola Niepokalanej. Dlatego w roku 2000 Przełożony Generalny Bractwa Świętego Piusa X zezwolił na przywrócenie MI w jej pierwotnym kształcie, tak jak ją założył i prowadził sam św. Maksymilian. Rycerstwo Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji ma za cel ochronę autentycznego dziedzictwa św. Maksymiliana i wierność nieskażonej, niezmiennej wierze katolickiej. Dnia 6 maja 2000 r. w Warszawie ks. Karol Stehlin — inicjator i duszpasterz Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji —przyjął pierwsze osoby w szeregi MI.