czwartek, 25 czerwca 2015

Noc Kupały, Sobótka, Wianki

Święto Kupały związane jest z letnim przesileniem słońca. Obchodzone było w czasie najkrótszej nocy w roku, czyli w okolicach 21-22 czerwca. O Kupale wiemy, że jest to nazwa święta oraz postać mitycznej osoby, z którą związane są liczne obrzędy w kulturze Słowian wschodnich. Także u Słowian zachodnich możemy odnaleźć analogiczne zjawisko, w późniejszym czasie nazywane nocą świętojańską (o czym dokładniej będziemy pisać). Po chrystianizacji ziem słowiańskich, obrzędy mające miejsce w czasie letniego przesilenia związane były z krytyką i potępieniem kleru, zarówno wschodniego, jak i zachodniego. Inne nazwy dla tego święta stanowią: sobótka i kupalnocka oraz noc świętojańska.



Na Rusi nazwa Kupała ma poświadczenie już od XIII wieku jako KUPALIJA a od XIV jako liczba mnoga KUPAŁY. Potem pojawia się określenie KUPAŁA i KUPAŁO, a także IWAN-KUPAŁA, oznaczające święto, a także kukłę KUPAŁO, KUPAJLO, używaną przy obrzędzie. Termin ten może też oznaczać istotę mityczną, dziewczynę rozdającą kwiaty przy wróżbach sobótkowych i całe zgromadzenie uczestników obrzędu. Powszechnie przyjmowana etymologia wywodzi tę nazwę, podług świadectw staroruskich i bułgarskich, z obrzędowej pierwszej w roku kąpieli w rzece: hipotetyczne *kopadlo. Rozejrzenie się w szczegółach uroczystości nasuwa wątpliwości co do wyłącznie jej wodnego charakteru. Na plan pierwszy wysuwa się tu raczej obrzęd ognia. Kupałę zestawiono też z indyjskim kup - ,jarzyć", „gniewać się", oraz z ku — „ziemia" i pola — „obrońca", a więc jakby w sensie opiekuna ziem.

Latopis hustyński, dzieło z XVII wieku, wcielające rożnego pochodzenia wiadomości, opisuje ten dzień szeroko: „Temu Kupale pamięć odprawia się w wieczór narodzenia Jana Chrzciciela (tekst powstał po chrystianizacji terenów słowiańskich) tym sposobem: z wieczora zbiera się lud prosty obojej płci, i splata sobie wieńce z ziela jadowitego albo korzenia, i przepasawszy się bylicą wznieca ogień. Gdzie indziej stawiają gałąź zieloną, i wziąwszy się za ręce obracają wokół tego ognia, śpiewając swoje pieśni. Potem przez ogień ten przeskakują temu biesowi ofiarę z siebie składając. Kupało, jako mniemam, był bóg bogactwa, jak w Helladzie Ceres, jemu zaś niemądrzy dziękczynienie za bogactwo wznoszą w ten czas, gdy mają nadejść żniwa. Ów opis należy uznać za wiarygodny, gdyż jest wielokroć poświadczony i uzupełniony przekazami etnograficznymi z całej Rusi.
Trzonem obrzędu Kupały są ogniska i rytualne tańce kobiece wokół nich, najczęściej nazywane sobótkami (o czym będziemy pisać osobno). Tym tańcom towarzyszyły oczywiście pieśni, których analiza na podstawie materiału rosyjskiego, wykazuje archaiczność struktury muzycznej i zazwyczaj nastrój powagi oraz smutku, słowa tych pieśni natomiast zazwyczaj są radosne. Owe melodie wykazują zbieżność melodyczną z pieśniami noworocznymi. Śpiewające kobiety przepasane były bylicą piołunem, którą to roślinę uważano za zioło magiczne. Śpiewane pieśni zawsze zawierały motyw słońca oraz niezrozumiałe słowa, wypowiadane przez maga podczas zaklinania. Obowiązkowo musiały też dotyczyć swatania młodych.
Skakanie pojedynczo lub parami przez ogień należy do powszechnego rytuału, podczas gdy najlepiej w folklorze ukraińskim, białoruskim i rosyjskim zachował się obyczaj palenia słomianej kukły, na Białorusi zwanej Marą, gdzie indziej ukwieconej głowy końskiej lub krowiej, albo też koła na żerdzi - to symbol słoneczny - czy wysoko zatkniętej kępy siana. Jako przeciwstawny element w dwoistym widzeniu przyrody woda służyła na Białorusi także i w to święto do topienia Mary lub Kupały bądź głowy końskiej lub krowiej. Obrzęd wody polegał na puszczaniu wianków i zbieraniu ziela. Nasycenie tej nocy dziwnością prowadziło do orgiastycznego zachowania młodych uczestników, aż do kazirodztwa, jeśli wierzyć niektórym pieśniom kupałowym z Białorusi o miłości brata i siostry, zamienionych w zioła lub kwiaty.
Trudno powiedzieć, że cały ten zespół obrzędów uległ swoistej mitologizacji wokół samego Kupały. Etymologia ludowa na Białorusi wiąże to imię z wodą i kąpielą. Dochodziło do personifikacji nazwy obrzędowej, w formie starszej jako Kupała, w nowszej jako Iwan. Być może jak twierdzą Ivanov i Toporow, parę z Kupałą stanowi Mara, byłoby to zamierzchłe świadectwo dualistycznego mitu brata i siostry, ognia i wody.
Źródła: A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska.
www.facebook.com/etnoslow



Sobótki

Obrzędy celebrowane w nocy 23 na 24 czerwca, czyli w wigilię dnia św. Jana, to próba asymilacji pogańskiego święta przez Kościół katolicki. To właśnie w trakcie przesilenia letniego Słowianie na wzgórzach i leśnych polanach rozpalano wielkie ogniska w całej Polsce znane jako sobótki. Ogień krzesano deskami, jest to archaiczny sposób krzesania iskry przez tarcie drewna o drewno. Ogień był najważniejszym symbolem i atrybutem obchodów świętojańskich. Nazwę zastępczą dla sobótki, stanowi KRES, prawdopodobnie od krzesania ognia oraz kupała. W zwyczajach sobótkowych, oprócz ognia, kluczową rolę odgrywa woda. Jest to tzw. „żywi i nowy” ogień.
Nazwa sobótka po raz pierwszy wymieniona została w XIII wieku , jako imię świętej góry dla Słowian czyli Ślęży. Ślężę zwana Sobótką od rozpalanych na niej ogni obrzędowych. Z XIII wieku pochodzą także wzmianki o tanecznych kręgach kobiet, pląsających przy ogniskach.
Wokół ognisk tańczyły ubrane na biało dziewczęta, przepasane bylicą, którą uważano za czarodziejskie, magiczne ziele o niezwykłej mocy. Dziewczęta śpiewały pieśni miłosne. Noc świętojańska od zawsze była porą zalotów. Do leśnych ognisk, oprócz dziewcząt przychodzili także chłopcy. Niekiedy rozpalali własne ognie i popisywali się zręcznością skacząc przez płomienie. Czasami przez ogień skakano parami- kawalerowie wraz z pannami, mocno trzymając się za ręce. Udany skok wróżył im gorącą miłość i wierność, aż po grób.
Świętojańskie sobótki posiadać miały także moc oczyszczającą, zwłaszcza, jeśli do ogniska wrzucało się czarodziejskie ziele, przede wszystkim, wspomnianą wcześniej bylicę. Zadaniem bylicy było niweczyć wszelkie zakusy i niecne praktyki czarownic.
W Małopolsce przed wieczorem wygaszano wszystkie domowe ogniska i ponownie rozpalano je nad ranem, przyniesioną do domu tlącą się hubką lub pochodnią zapaloną od sobótki. Na Pomorzu, oprócz sobótkowych ognisk, zapalano także beczki smolne oraz nasycone smołą miotły i wiechcie, i płonące umieszczano na wysokich słupach.
O sobótkowych ogniach, w następujący sposób pisał Marcin z Urzędowa w 1562 roku: „U nas (czyli w Polsce) w dzień św. Jana też w nocy paliły się ognie, dziewczęta tańcowały i śpiewały, diabłu na modłę czyniąc. Tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polszcze nie chcą opuszczać niewiasty”.
W XIV i XV wieku pojawiły się protesty i pierwsze oficjalne zakazy sobótek i zabaw sobótkowych. Zabraniała ich między innymi ustawa synodalna biskupa warmińskiego Henryka oraz statuty biskupa poznańskiego Andrzeja Łazarza z 1420 roku. Zakaz rozpalania sobótek na Łysej Górze, nazywanych sabatem czarownic wydał w 1478 roku, pod naciskiem benedyktynów świętokrzyskich, król Kazimierz Jagiellończyk. Pomimo tego sobótki (w najlepsze) trwały dalej. Obrzęd tępiony przez Kościół, miała swych zwolenników również wśród ludzi wykształconych. Starodawnym, świętojańskim zwyczajem zachwycił się mistrz z Czarnolasu, czyli Jan Kochanowski. Urzeczony niezwykłym pięknem tego obrzędu, poświęcił mu poemat „Pieśń świętojańska o Sobótce”.
Z czasem sobótka i inne świętojańskie zwyczaje stały się formą zabawy. Ów stan utrzymuje się do dnia dzisiejszego.
Źródła: B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne.
J. Dydowiczowa, Zwyczaje i obrzędy doroczne.
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
www.facebook.com/etnoslow



Wianki

Oprócz poszukiwania kwiatu paproci, w noc sobótkową, najważniejszym dziewczęcym obrzędem było, i jest nadal puszczanie wianków na wodę. Wianek od zawsze był symbolem panieństwa i czystości, czyli dziewictwa. Panny na wydaniu plotły je więc z polnych o ogrodowych kwiatów. We wianki najczęściej wplatały chabry, maki, rumianek i różyczki, następnie przywiązywały je do cienkiej, lekkiej deseczki, a na środku przyklejały świecę. Tak przygotowane wianki puszczały na wodę, uważnie obserwując jak płyną. Obrzęd puszczania wianków jest wspólny dla całej słowiańszczyzny. Jego geneza sięga dalej niż do obrzędów związanych z nocą świętojańską (jaką to nazwę dla przesilenia letniego przyjęto po chrystianizacji terenów słowiańskich). Znane są podania, mówiące o tym, że na Białorusi i Ukrainie w tą magiczną noc, panny puszczają wianki uwite z rozmaitych ziół.
Wianki pełniły oczywiście funkcję wróżby miłosnej. Dziewczęta niekiedy puszczały na wodę dwa wianki jednocześnie. Jeśli te płynęły równo, zgodnie z nurtem rzeki, a do tego podpływały do siebie, to była to najlepsza wróżba. Gdyż oznaczała wielką miłość, szybkie zamążpójście i długie, dostatnie i szczęśliwe życie. Dobrze wróżyło również, kiedy to upragniony, bliski sercu kawaler wyłowił z wody ów wianek. Pomyślnie puszczony wianek miał zapewnić szczęście w miłości nawet dziewczynie, której owego wianeczka nie udało się donosić do ślubu. Noc świętojańska o wiele bardziej niż inne, służyła temu, aby dziewiczy skarb zabrał ukochany. Wiele dziewcząt tej właśnie nocy pozbywało się swojej cnoty. Panny wierzyły bowiem, że ukochany, który zabrał wianek, nie zawiedzie ich miłości i zaufania. A wiernym pozostanie, aż po sam grób. Zgodnie z zachowaniem zwyczajowych procedur, taki kawaler powinien poprosić dziewczynę o rękę, a za zgodą i błogosławieństwem obojga rodziców poprowadzić do ołtarza.
Dziewczęta bacznie obserwowały swoje wianuszki. Kiedy taki zaplątał się w przybrzeżnych krzakach lub innych wodnych roślinach, to jego właścicielka skazana była na pozostanie w stanie panieńskim co najmniej jeszcze przez rok. Najgorszą wróżbę stanowiło wywrócenie świeczki i zatopienie wianka. Oznaczało to kłopoty zarówno miłosne, jak i co gorsza także życiowe. Interpretowano to jako wróżbę dla staropanieństwa, nieodwzajemnionej miłości, życia w zgryzocie i smutku. Ewentualnie zatopienie wianka oznaczało wychowywanie nieślubnego dziecka, a w najgorszych okolicznościach przedwczesną śmierć.
Czasami, oprócz małych wianeczków, dziewczęta robiły jeden wielki wieniec, od całej grupy. Puszczano go na wodę, jako szczęście dla wszystkich zebranych nad brzegiem panien. Obecnie, zwyczaj puszczania wianków jest przypominany w wielu miastach i wioskach jako forma zabawy. Co nas oczywiście bardzo cieszy.
Krakowskim wiankom w tym roku przyświeca bardzo deszczowa pogoda, chociaż to już chyba tradycja. Emotikon grin A jak u Was z pogodą? Wybieracie się dziewczęta wieczorem nad rzekę?
Źródła: B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne.
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
www.facebook.com/etnoslow

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz