piątek, 26 stycznia 2018

Końska czaszka chodzi po kolędzie zamiast księdza

Oto jeden z oryginalnych przykładów kolędy bez księdza...

Nieco upiorny obyczaj świąteczny z Walii. Mari Lwyd, czyli "urocza inaczej", udekorowana końska czaszka - już sobie wyobrażam wszystkie te przerażone dzieci, chowające się pod łóżka w dniu jej odwiedzin. Mari Lwyd to najprawdopodobniej starożytny zwyczaj, wywodzący się jeszcze z pogańskich czasów, a kultywowany nieprzerwanie do lat 60 XX wieku, a w ostatnich latach coraz bardziej się odradzający w południowej części Walii. Rytuał polega na odwiedzinach kolejnych domów w danej miejscowości przez przebranych mężczyzn, którzy niosą ze sobą tzw. "Szarą Klacz", (the Grey Mare). Jest to końska czaszka z doczepionymi żebrami, wszytko przykryte prześcieradłem lub innym szerokim kawałkiem tkaniny. Podchodząc do drzwi domu, ci szczególni kolędnicy pukają i zadają domownikom wierszowaną zagadkę. Jej prawidłowe odgadnięcie jest warunkiem wejścia grupy do danego domu, a należy dodać, iż brak odwiedzin przez "Szarą Klacz" oznacza nieszczęście dla całego domu.



Wel dyma ni'n dwad (Well here we come)
Gy-feillion di-niwad (Innocent friends)
I ofyn am gennad (To ask leave)
I ofyn am gennad (To ask leave)
I ofyn am gennad i ganu (To ask leave to sing)

— A common opening to the pwngco
Kolędnicy na ulicy...

Więcej o zwyczaju

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz