Watykan- dar Mussoliniego

Paul L. Williams


Watykan - dar Mussoliniego


Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych.I rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.
Hebrajskie Pisma Chrystiańskie, Ewangelia Mateusza 4: 8-10






W roku 1922, po śmierci Benedykta XV, Kościół katolicki znalazł się na skraju bankructwa. Nowy papież, Pius XI, błogosławił wprawdzie tłumy, które gromadziły się pod jego balkonem na placu Św. Piotra, tak naprawdę jednak był więźniem Pałacu Laterańskiego. Załogę świeckich pracowników Watykanu zredukowano do garstki pokojowców, ogrodników i gwardzistów szwajcarskich. Niemal wszystko w pałacu wymagało pilnej naprawy. Wyższe piętra przeciekały. Pokrywała je gruba warstwa odchodów tysięcy gołębi, które uwiły sobie gniazda na poddaszu. W piwnicy, kuchni, salach recepcyjnych, jadalniach, a nawet w komnatach papieskich wybuchały pożary spowodowane awariami instalacji elektrycznej. Korytarzami przemykały całe stada szczurów. Gryzonie zajęły wszystkie budowle kompleksu watykańskiego. Pogryzły nawet szczątki papieży złożone w szklanych trumnach w bocznych ołtarzach bazyliki św. Piotra. Zbyt ryzykowne stało się wystawienie konsekrowanej hostii podczas uroczystości Adoracji Najświętszego Sakramentu. Na samą myśl o tym, że święte ciało Chrystusa miałoby się stać karmą dla gryzoni, gospodarze Watykanu wzdragali się ze zgrozy. Jednak Kościół nie mógł sobie pozwolić na wynajęcie szczurołapa. Brakowało także środków na zabezpieczenie od pleśni bezcennych malowideł i gobelinów. Nie było pieniędzy na najbardziej pilne naprawy: na przeczyszczenie* rur kanalizacyjnych, naprawę ogrzewania i na środki czystości*, nie mówiąc już o zapłacie dla sprzątaczek i pokojówek, sfinansowaniu naprawy zepsutych mebli i wymiany zjedzonych przez mole draperii.

Słowo "ratti", łacińskie określenie szczura, było nazwiskiem rodowym nowego papieża, który urodził się w Mediolanie jako syn dyrektora fabryki jedwabiu. Chłopcu nadano imię Achille. W roku 1919 Benedykt XV wysłał go do Polski, gdzie wyróżnił się talentami dyplomatycznymi. W roku 1921 Ratti'ego mianowano arcybiskupem Mediolanu, a kilka miesięcy później uzyskał godność kardynała. Nie minął rok, gdy zasiadł na "Piotrowym" tronie jako Pius XI. Nowy papież natychmiast przystąpił do rozwiązywania tzw. "kwestii rzymskiej", w tym przede wszystkim problemu reparacji należnych Watykanowi za dobra utracone w wyniku przyłączenia Rzymu do zjednoczonych Włoch w 1870 roku. Zwrócił się w tej sprawie do włoskiego parlamentu i wystosował apel do króla Wiktora Emanuela III. Wielokrotnie telefonował też do królewskiego doradcy, generała Cittadini. Na próżno jednak. Włochy, tak jak Kościół, popadły w nędzę. Ludzie żyli w biedzie, szalała inflacja, niższa tylko od niemieckiej. Niemal codziennie wybuchały nowe strajki, a służby publiczne uległy załamaniu.

Jednak w całym tym nieszczęściu papież dostrzegał światełko nadziei. Benito Mussolini porywał masy swoimi operetkowymi oracjami, które wygłaszał w całym kraju na miejskich placach i w salach zgromadzeń. Wzywał w nich do całkowitej reformy panującego reżimu. "Nasz program jest prosty" - głosił - "Chcemy rządzić Włochami". Że nie są to czcze pogróżki, dowodził kierując swe bojówki przeciwko komunistom w całym kraju. W kolejnych miastach podpalano socjalistyczne casa del popolo, a miejscowych prefektów, którzy usiłowali użyć policji przeciwko faszystowskim condottieri, zmuszano do rezygnacji z urzędu. Komuniści odpowiedzieli na tą falę przemocy wezwaniem do strajku generalnego. Bez powodzenia jednak. Co gorsza, ich klęska przyczyniła się do umocnienia pozycji faszystów.

Ich przywódca, Mussolini, najwyraźniej rósł w siłę, z którą należało się liczyć. W odróżnieniu od nieudolnych przywódców utworzonej przez Watykan w 1919 roku Katolickiej Partii Populistycznej okazał się człowiekiem czynu, zdolnym zdruzgotać "czerwone zagrożenie" pod buciorami oddanych sobie bojówkarzy. Istniał jednak pewien problem. Mussolini nie zawsze był wiernym synem Kościoła. Wręcz przeciwnie, w roku 1910 opublikował broszurę pt. "Bóg nie istnieje" i sensacyjną powieść, "Kochanka kardynała". Demonstrując swą pogardę wobec tradycyjnych wartości katolickich, żył w konkubinacie z Donną Rachele, byłą marksistką, która urodziła mu kilkoro dzieci. Mussolini dzieci nie ochrzcił, nie brał udziału w ceremoniach religijnych i publicznie chwalił się posiadaniem 136 kochanek. Z czasem jednak wrogość, jaką żywił wobec Kościoła, uległa pewnemu złagodzeniu. Zrozumiał wreszcie, że Kościół katolicki mógł się przyczynić do umocnienia jego własnej pozycji politycznej. "Jak się wydaje, katolicyzm, jako jedna z najważniejszych sił narodowych, może się przyczynić do umocnienia włoskiej tożsamości w stosunkach z innymi państwami" - mówił.

Kierownictwo Katolickiej Partii Populistycznej próbowało zapobiec przejęciu władzy przez Mussoliniego, zawiązując koalicję z socjalistami. Szeregowi członkowie tej partii spotykali się z duchownymi katolickimi i zabiegali u nich o poparcie dla nowego sojuszu. Od Genui na północy kraju do Neapolu na południu, w salach parafialnych organizowano wiece, podczas których katoliccy deputowani przyrzekali nie dopuścić do utworzenia państwa faszystowskiego. W reakcji na te wydarzenia, Mussolini, z gałązką oliwną w zębach, złożył wizytę kardynałowi Pietro Gasparriemu1, watykańskiemu sekretarzowi stanu. W następstwie tego spotkania Watykan wystosował do włoskich hierarchów list, w którym nakazywał, by odmawiali oni poparcia dla Katolickiej Partii Populistycznej i zachowali neutralność w sprawach politycznych. Treść pisma datowanego na 2 października 1922 roku wierni członkowie partii przyjęli z najwyższym zdumieniem. Na jego mocy bowiem Kościół katolicki rzucał swe owieczki na pożarcie politycznemu wilkowi.

Cztery tygodnie później, 28 października 1922 roku, Mussolini poprowadził marsz 25 tysięcy "czarnych koszul" na Rzym. Na ulice miasta wyległo ponad 100 tysięcy Rzymian, by okazać swe poparcie dla faszystów. Nazajutrz stary król Emanuel powierzył Mussoliniemu misję utworzenia nowego rządu. Nie uczynił tego jednak, jak starała się sugerować ówczesna propaganda faszystowska, pod wrażeniem siły i popularności faszystów. W rzeczywistości marsz na Rzym zorganizowano już po porozumieniu w tej sprawie pomiędzy królem i faszystowskim przywódcą. Z dnia na dzień Mussolini objął stanowisko ministra spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych, kolonii, korporacji, wojska i robót publicznych. W ciągu kilku miesięcy poprawiła się sytuacja gospodarcza Włoch. Rosła produkcja przemysłowa i spadała inflacja. Skończyły się strajki i protesty robotnicze. Zamilkli nawet komuniści. Mandaty poselskie utracili skorumpowani członkowie parlamentu. Nawet pociągi jeździły punktualnie. "Katolicyzm" - głosił nowy dyktator - "jest wielką siłą moralną i duchową. Wierzę, że pomiędzy Watykanem i państwem włoskim będą odtąd panowały prawdziwie przyjacielskie stosunki".

By udowodnić szczerość swych uczuć wobec Kościoła, Mussolini zakazał działalności wolnomularzy, udzielił bankrutującemu Kościołowi finansowej pomocy ze środków publicznych i zwolnił księży katolickich od podatków. Watykan odwdzięczył się, wydając w dniu 9 czerwca 1923 roku zakaz działalności Katolickiej Partii Populistycznej na swoim terenie. Gdy kilku członków tej partii odmówiło podporządkowania się poleceniu, papież zagroził im ekskomuniką i wezwał wszystkich duchownych zwolenników tej partii do złożenia rezygnacji. W roku 1925, ogłoszonym przez Piusa XI "rokiem świętym", Mussolini podjął zdwojone wysiłki na rzecz popularyzacji swojej koncepcji państwa faszystowskiego: "Wszystko w ramach państwa; nic przeciw państwu i nic poza państwem". Państwo faszystowskie, o jakim marzył, miało kontrolować ludzkie życie we wszystkich dziedzinach: moralności, gospodarce i polityce. Faszyzm miał być "zorganizowaną, skoncentrowaną i autorytarną demokracją utworzoną na silnych podstawach narodowych". Jednak dla urzeczywistnienia swojej faszystowskiej utopii, Duce musiał zdobyć serca rodaków. Podczas spotkań z przedstawicielami innych państw twierdził, że władzę sprawuje bez przymusu, za "zgodą" ludu. Chcąc udowodnić, że jego rząd cieszy się poparciem szerokich mas, wezwał do przeprowadzenia "narodowego plebiscytu", w którym Włosi mieli dokonać wyboru pomiędzy rządem parlamentarnym w starym stylu, a nowym państwem faszystowskim.

Mussolini doskonale rozumiał, że warunkiem zwycięstwa w referendum, było poparcie Kościoła. Zdecydowana większość Włochów była głęboko wierząca i posłuszna papieskim wskazaniom. Jakiekolwiek, wygłoszone z ambon zarzuty odnoszące się do ateizmu, antyklerykalnej przeszłości czy moralności Duce, prowadziłyby do zwycięstwa demokratów i politycznego upadku człowieka, który uważał się za nowego cesarza. Chcąc pozyskać względy Stolicy Apostolskiej, dyktator zawarł więc katolicki ślub z Donną Rachele, w dni świąteczne uczestniczył w nabożeństwach, ochrzcił dzieci i jak każdy bogobojny rodzic ślubował "walczyć z szatanem we wszystkich swoich czynach". Wprowadził też podatek od bezdzietności oraz surowe kary za cudzołóstwo i zarażenie się syfilisem. Głośno potępiał noszenie krótkich spódnic i nieskromnych kostiumów kąpielowych. Wszystkich dobrych Włochów wezwał do odrzucenia "murzyńskich tańców" importowanych ze Stanów Zjednoczonych. Przemiana, jakiej uległ, była tak głęboka, że przy różnych okazjach cytował słynne słowa papieża Grzegorza VII: "Ktokolwiek godzi w papieża, musi umrzeć". Skontaktował się także z kardynałem Pietro Gasparrim, któremu przedstawił ofertę wysokiego odszkodowania za straty, jakie Kościół katolicki poniósł w związku z utratą Państwa Kościelnego.

Pius XI nie lubił Mussoliniego i nie ufał mu. Prywatnie nazywał go "szatańskim pomiotem". Jednak uległ pokusie. Zdecydował się usankcjonować państwo faszystowskie w zamian za dobra doczesne. Chrystus mógł odrzucić taką ofertę, jednak nie jego namiestnik. Odmowa oznaczałaby ruinę Kościoła. Papież właśnie otrzymał wyniki kontroli na temat sytuacji finansowej Stolicy Apostolskiej. Nie mogły być gorsze. Wezwał w związku z tym do siebie kardynałów Gaspariego i Pacellego (przyszłego Piusa XII), żeby omówić z nimi ostateczny kształt porozumienia z Mussolinim. Pacelli przypomniał mu, że we wstępnej rozmowie Duce obiecał Watykanowi 50 milionów dolarów w obligacjach państwowych, a ponadto wiele innych korzyści, wśród których szczególnie ważne było uznanie suwerenności Watykanu. Mimo to papież stwierdził jednak, że poza wpłatą do skarbca watykańskiego trzeba będzie zażądać wpłacenia pokaźnej kwoty na jego prywatne konto. Po zakończeniu narady papiescy doradcy wysłali pilną wiadomość do Mussoliniego. "Dla dobra obu stron, Państwa i Kościoła" - stwierdzili w liście - "kwestia watykańska musi być rozwiązana przed najbliższą środą popielcową".

Mussolini bez wahania przystał na postawione mu warunki. Ceremonię wyznaczono na 11 lutego 1929 roku w Pałacu Laterańskim. W imieniu rządu podpis pod konkordatem złożył sam Duce, w imieniu papieża zaś, odziany w purpurową szatę w średniowiecznym stylu, kardynał Gasparri. Zakończenie ceremonii, która miała trwać kilka godzin, nastąpiło już po 45 minutach, co obwieściły światu dzwony rzymskich kościołów. Ze wszystkich zakątków globu napływały depesze gratulacyjne. Przewodniczący brytyjskiej Izby Gmin wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że "jest zachwycony rozsądnym kompromisem, jaki Signor Mussolini zawarł z papieżem". Włochy były naprawdę zjednoczone. Kościół zawarł przymierze z państwem. Nowe cesarstwo rzymskie, wymarzone przez Mussoliniego i członków jego faszystowskich bojówek, stawało się rzeczywistością. W Berlinie Adolf Hitler z zadowoleniem przyjął wiadomość o podpisaniu traktatów laterańskich. 22 lutego 1929 roku, w "Volkischer Beobachter" ukazał się artykuł, w którym przyszły kanclerz stwierdzał: "Fakt, że Kościół zawarł pokój z faszyzmem oznacza, że nowe ruchy polityczne cieszą się większym zaufaniem Watykanu niż liberalne demokracje, z którymi nigdy nie mógł znaleźć wspólnego języka". Nawiązując do sytuacji w Niemczech, Hitler pisał dalej: "Nauczając, że utrzymanie demokracji jest w dalszym ciągu w najlepszym interesie niemieckich katolików, Partia Centrum pozostaje w konflikcie z duchem traktatów podpisanych przez Stolicę Apostolską. Fakt, że Kościół katolicki zawarł konkordat z faszystowskimi Włochami świadczy bez wątpienia, że idee faszyzmu bliższe są chrześcijaństwu niż żydowski liberalizm i marksistowski ateizm, z którymi tzw. Partia Katolicka Centrum czuje się blisko związana na szkodę chrześcijaństwa i narodu niemieckiego".





W historii Kościoła katolickiego niewiele było dokumentów wagi porównywalnej z porozumieniem, które przeszło do historii pod nazwą traktatów laterańskich. Jednym pociągnięciem pióra Watykan z bankruta przedzierzgnął się w bogacza i zapewnił sobie uprzywilejowaną pozycję na międzynarodowych rynkach finansowych, gdzie miała się wykuwać przyszłość świata w XX wieku. Dziesięć lat później, po inwazji Hitlera na Polskę, Kościół katolicki był już jedną z najbogatszych i pod wieloma względami najpotężniejszych instytucji na świecie.





1 Kardynał Pietro Gasparri był także jednym z głównych architektów swojego rodzaju paktu o nieagresji, który istniał pomiędzy Watykanem a III Rzeszą. Watykański sekretarz sformułował go tak: Dopóki Hitler nie wypowie wojny Stolicy Apostolskiej i dostojnikom Kościoła w Niemczech... Stolica Apostolska i dostojnicy Kościoła w Niemczech powinni powstrzymać się od potępiania partii hitlerowskiej.





Źródła:
http://bracia.racjonalista.pl/historia/dzisiaj/zdaniem/darmus.html
http://crisissome.blogspot.com
http://madmonarchist.blogspot.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Często czytane