sobota, 17 czerwca 2017

Polska katolewica na Paradzie Równości


Na niedawnej Paradzie Równości pojawiła się reprezentacja (i tu uwaga) polskiej lewicy rzymskokatolickiej skupionej wokół dwutygodnika/magazynu "Kontakt". Jak się okazało, takie środowisko powstało i zorganizowało się nawet w kraju nad Wisłą, w którym króluje do dziś katolicyzm w wersji prawicowo-nacjonalistyczno-fundamentalistycznej, mentalnie bardzo zbliżony do tego nazywanego potocznie przedsoborowym. Jak więc się okazało, oprócz katoprawicy stworzyła nam się też zorganizowana katolewica- nie ograniczająca się tylko i wyłącznie do problematyki socjalnej, ale też zabierająca odważny głos w sprawach światopoglądowych i obyczajowych. 👍


„Kontakt” to papierowy magazyn i internetowy dwutygodnik katolewicy społecznej. Łączymy lewicową wrażliwość na problemy wielowymiarowego ubóstwa i wykluczenia społecznego – w skali zarówno lokalnej, jak i pozaeuropejskiej – z inspiracjami płynącymi z nauki społecznej Kościoła, tradycji chrześcijaństwa ubogiego i zaangażowanego społecznie oraz teologii wyzwolenia.
Piszemy o reprodukowaniu biedy, nierównościach społecznych, prekaryzacji pracy, bezrobociu, bezdomności, wykluczeniu edukacyjnym i grodzeniu dóbr wspólnych, czerpiąc zarówno z nauczania Kościoła, jak i z nauk społecznych. Wychodząc z tych samych założeń, lansujemy pozytywne modele wspólnot: kreślimy wizję „gorącego” lewicowego patriotyzmu, projektujemy inkluzywną przestrzeń miejską, myślimy o nowej geografii Kościoła.
Zależy nam nie tylko o przemianie indywidualnych postaw, ale i na przebudowie struktur. Naszymi świętymi są Dorothy Day i Dorothy Stang, Hélder Câmara i Oscar Romero, Józef Wrzesiński i Jan Zieja.
Ludziom Kościoła przypominamy o tym, że zbawienie zaczyna się już tutaj, na ziemi. Ludziom lewicy – o tym, że na ziemi się ono nie kończy. Sądzimy, że lewicowość i prawicowość to konstrukty zbudowane na motywach wybranych wątków tradycji chrześcijańskiej, w jakimś sensie ją wyjaławiające. Jeśli jednak upieramy się przy swojej katolewicowej tożsamości, to dlatego, że uważamy, że społeczny wymiar nauczania i praktyki duszpasterskiej polskiego Kościoła został w znacznym stopniu zagubiony, ustępując miejsca formowaniu indywidualnej lub wręcz indywidualistycznej pobożności.
Przygotowujemy kolejne numery magazynu i kolejne odsłony dwutygodnika, organizujemy debaty i wydarzenia kulturalne, obejmujemy patronaty medialne nad książkami i kampaniami społecznymi, publikujemy na łamach mediów niszowych i na łamach mediów głównego nurtu. Na naszych własnych łamach pamiętamy o zaangażowanej społecznie kulturze (bez promocyjnej zadyszki), o problematyce pozaeuropejskiej (bez turystycznego żargonu) i o budujących polską tożsamość regionalizmach (bez wielkomiejskiej zaściankowości).
Dbamy o artystyczny wymiar naszego przedsięwzięcia, uważając grafików i ilustratorów za współtwórców „Kontaktu”, a nie naszych podwykonawców. Ich prace nieraz pełniej wyrażają to, co chcielibyśmy powiedzieć, niż nasze teksty. Czujemy się przede wszystkim nie tyle redakcją, ile środowiskiem, zachęcamy więc do czytania „Kontaktu”, wspierania go i podejmowania z nim współpracy.


Ciekawy tekst w temacie:

Maciek Onyszkiewicz
· 
Dla ludzi katolewicy jutrzejsza, warszawska Parada Równości powinna być okazją do chwili zadumy. Każdy, kto utożsamia się z szeroko pojętą lewicą, musi przemyśleć czy modna ostatnio koncepcja powrotu do korzeni – zdecydowanego przedkładania twardych postulatów ekonomicznych nad liberalny program obyczajowy nie zaprzecza w istocie fundamentom lewicowości. Jeżeli, a jestem o tym przekonany, kluczowym elementem etosu lewicy jest walka o wyzwolenie z ucisku osób najbardziej pokrzywdzonych, nie możemy rezygnować z upominania się o sprawiedliwe traktowanie osób LGBTQ zarówno przez współobywateli, jak i państwo. Organizatorzy i uczestnicy Parady Równości nie reprezentują wyłącznie wyemancypowanych lesbijek i gejów z „wielkich ośrodków”, ale również (moim zdaniem przede wszystkim) zahukanych i pognębionych ludzi padających na co dzień ofiarą przemocy w swoim środowisku lokalnym, a często także w rodzinie. O skali tej miękkiej i twardej przemocy niech świadczy to, ze większość moich homoseksualnych znajomych została tak przeczołgana przez społeczeństwo, że w zamian za życzliwy i akceptujący uśmiech „normalsa” są w stanie przymknąć oko na bolesne niezręczności i uproszczenia tak zadomowione w języku codziennym, że nie umie od nich uciec większość z nas. Kiedy delegacje Kampania Przeciw Homofobii lub Wiara i Tęcza trafiają ze swoimi prelekcjami poza bezpieczne enklawy, pracę edukacyjną muszą prowadzić właściwie od podstaw. Trudno się dziwić, skoro żadna (sic!) z partii parlamentarnych w Polsce nie upomina się o ich prawa.
Z kolei każdy katolik powinien pomyśleć, czy w postawie swojego Kościoła, ludzi wierzących i ich duszpasterzy, wobec osób nieheteroseksualnych naprawdę dostrzega realizowane w praktyce wezwanie Ewangelii. Reakcje katolików, katolickich publicystów i, przede wszystkim, hierarchów na zeszłoroczną kampanię „Przekażmy sobie znak pokoju” pokazują, że my wszyscy – ludzie Kościoła Powszechnego mamy lekcję do odrobienia. Niektórzy z nas, w odpowiedzi na wyciągniętą na znak pokoju rękę, odpowiedzieli wtedy gestem o zupełnie innych konotacjach – gestem Kozakiewicza. O tym, jak dramatyczne bywają doświadczenia Katolików LGBTQ, świadczy choćby raport opracowany w 2013 roku w odpowiedzi na „ankietę Franciszka” przez Wiarę i Tęczę. Ta pouczająca lektura uświadamia skalę codziennych problemów, z którymi muszą mierzyć się w swoim życiu nieheteroseksualni chrześcijanie (http://bit.ly/2s1p3sq). Za tą sytuację w znacznej mierze odpowiedzialny jest Kościół.
W jutrzejszej paradzie, wbrew nazwie, nie chodzi wyłącznie o równość, ale przede wszystkim o podmiotowość i emancypację. Zarówno dla ludzi Kościoła, jak i lewicy to wartości podstawowe. Dla pierwszych każdy człowiek, niezależnie od swoich życiowych wyborów, jest osobą, dzieckiem Boga stworzonym na jego obraz i podobieństwo. Dla drugich wszyscy jesteśmy obywatelami, którym przysługują podstawowe i przyrodzone prawa równe innym ludziom. Dlatego jutro powinni maszerować wspólnie ludzie lewicy i Kościoła. A zatem przyjaciele, ci identyfikujący się przez swój katolicyzm i ci identyfikujący się przez lewicowość: widzimy się jutro o 16:00. Do zobaczenia!
https://www.facebook.com/maciek.onyszkiewicz/posts/1089899561143249?hc_location=ufi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz